Po raz drugi w ciągu tygodnia WKS Śląsk Wrocław musiał grać dogrywkę. I podobnie jak kilka dni wcześniej wyszedł z niej zwycięsko, pokonując PGE Start Lublin 98:91.
Pierwsza połowa premierowej odsłony była bardziej pokazem obrony lub nietrafionych rzutów, gdyż obie ekipy łącznie zdobyły tylko 23 punkty. Później jednak gra nieco się rozkręciła – na korzyść drużyny gości, którym „zaczęło wpadać”. W ciągu zaledwie dwóch minut zrobiło się +8 dla lublinian i trener Bagatskis był zmuszony wziąć czas. W międzyczasie na boisku zameldował się nowy nabytek Śląska, Kyrell Luc. Szybko został jednak zmieniony, a w samej końcówce – dzięki rzutom wolnym Ajdina Penavy i trójce Błażeja Kulikowskiego – po 10 minutach Start prowadził 25:19.
Kolejną partię WKS rozpoczął udanie za sprawą skutecznej akcji Kirkwooda, a także dobitki wsadem Jakuba Urbaniaka. Gdy tylko wrocławianie zbliżali się na jedno posiadanie, drużyna trenera Wojciecha Kamińskiego wrzucała wyższy bieg, odjeżdżając ponownie na siedem punktów. Do ostatnich 120 sekund pierwszej połowy lublinianie utrzymywali się w okolicach 10–11 punktów przewagi. Ta jednak zaczęła maleć, gdy Trójkolorowi zanotowali serię 7:0, ale błędy w obronie Śląska w samej końcówce sprawiły, że na przerwę schodziliśmy z wynikiem 46:40.
Po powrocie na parkiet swoje premierowe punkty w barwach WKS-u zdobył Kyrell Luc, trafiając z linii rzutów wolnych. Następnie wrocławianie zostali skarceni dwoma wsadami Bryana Griffina, ale w odpowiedzi Sanon przymierzył z dystansu. Chwilę później akcję na półdystansie wykończył Luc, a po podaniu ukraińskiego gracza Śląska wsadem popisał się Jakub Urbaniak. Do tego trójka Jakuba Nizioła i w Hali Orbita mieliśmy remis. Od tamtego momentu prowadzenie zmieniało się kilkukrotnie, z delikatną przewagą gości, którzy przed ostatnią odsłoną prowadzili jednym punktem.
Przez większość czwartej kwarty to jednak gospodarze musieli gonić wynik – zwłaszcza gdy dobry fragment Startu przełożył się na przewagę +7. Szybko jednak Trójkolorowi nawiązali kontakt za sprawą trójek Kulikowskiego i Sanona. Wówczas sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie – raz prowadzili wrocławianie, a chwilę później goście. Na ostatnią minutę Issuf Sanon wyprowadził WKS na prowadzenie, ale Courtney Ramey doprowadził do wyrównania i czekała nas dogrywka.
A w niej przez pierwsze kilkadziesiąt sekund Start próbował nawiązać walkę, odpowiadając między innymi na skutecznego do bólu Jarvisa Williamsa czy „tańczącego” Noaha Kirkwooda. Później jednak wicemistrzowie Polski zaczęli pudłować, co wykorzystywali gracze Śląska. Zwycięstwo efektownym wsadem po asyście Jakuba Nizioła przypieczętował Jakub Urbaniak i to WKS mógł cieszyć się z 12. zwycięstwa na własnym parkiecie.
Najlepszymi graczami wrocławskiej drużyny byli Issuf Sanon (19 pkt, 3 zb., 5 as.), Noah Kirkwood (double-double: 18 pkt, 10 zb.), Stefan Djordjević (13 pkt, 4 zb.) i Jarvis Williams (double-double: 12 pkt, 10 zb.). Wśród zawodników Startu wyróżniali się Liam O’Reilly (29 pkt, 3 zb.), Jordan Wright (double-double: 22 pkt, 10 zb.) oraz Quincy Ford (14 pkt, 4 zb.).
Kolejne spotkanie Trójkolorowi rozegrają po świętach – 11 kwietnia w Słupsku z miejscowymi Czarnymi.





































