Gościliśmy niedawno u naszego partnera, w hotelu HP Park Plaza we Wrocławiu, gdzie porozmawialiśmy z Noah Kirkwoodem.
Noah, dziękuję, że znalazłeś czas na rozmowę. Twój pierwszy wywiad dla nas odbył się właśnie w tym miejscu, więc miło zakończyć ten rozdział również tutaj.
Zgadzam się. Jeśli dobrze pamiętam, pierwszy wywiad był w sierpniu, czyli jakieś dziewięć miesięcy temu. To był naprawdę szalony czas.
Na początek gratulacje za wybór do pierwszej piątki sezonu ORLEN Basket Ligi. To był dla Ciebie świetny rok. Jako jeden z liderów Śląska – na ile takie indywidualne wyróżnienie pomaga, kiedy drużyna odpada już w pierwszej rundzie play-offów?
Szczerze mówiąc, od momentu porażki niewiele myślałem o tej nagrodzie. Nadal jestem bardzo rozczarowany tym, że nie wykonaliśmy zadania i nie pokonaliśmy Arki. Najpierw chciałbym pogratulować Gdyni – zasłużyli na to zwycięstwo.
Jeśli chodzi o wybór do pierwszej piątki ligi, to przede wszystkim miłe potwierdzenie, że trenerzy i cała liga doceniają moje umiejętności. Nawet mimo kontuzji, która wykluczyła mnie na pewien czas, nadal zostałem uznany za jednego z najlepszych zawodników rozgrywek. To oczywiście bardzo cieszy, ale nie mogę udawać, że nie jestem rozczarowany odpadnięciem z play-offów. Fakt, że jutro wracam do domu, będzie siedział mi w głowie jeszcze przez co najmniej tydzień czy dwa.
Wróciłem ostatnio do Twojego pierwszego wywiadu z nami z sierpnia. Powiedziałeś wtedy, że nie jesteś zawodnikiem, który robi jedną rzecz wybitnie, ale potrafi robić wszystko dobrze i wnosi wszechstronność. Moim zdaniem dokładnie to pokazałeś. Grałeś na pozycjach od jedynki do trójki, dowodziłeś defensywą, a czasami prowadziłeś grę. Jak patrzysz na to dziś, wiedząc, że zrealizowałeś to, co zapowiadałeś?
Przede wszystkim jestem bardzo wdzięczny za możliwość pokazania tego tutaj. Przejście do Śląska było dla mnie świetną okazją, żeby zaprezentować pełen wachlarz swoich umiejętności. W poprzednich drużynach nie zawsze miałem ku temu sposobność. To, że mogłem zrobić to we Wrocławiu, było czymś wyjątkowym.
Oczywiście, rozpoczynając sezon, stawiasz sobie ambitne cele. Czasami ich nie osiągasz, a czasami je przekraczasz. Szczerze mówiąc, moim celem nie było koniecznie trafienie do pierwszej piątki ligi czy rozegranie aż tak dobrego sezonu. Chciałem po prostu codziennie stawać się lepszym zawodnikiem i pokazać kibicom oraz klubowi, że będę ciężko pracował.
Mogę z przekonaniem powiedzieć, że to właśnie robiłem. Cieszę się więc, że udało mi się spełnić to, o czym mówiłeś – robić dla zespołu po trochu wszystkiego i pokazać, że jestem wszechstronnym graczem, który chce wygrywać.
Muszę wrócić do jednej rzeczy. Wspominałeś tam też o lidze francuskiej i mówiłeś, że PLK może nie być aż tak mocna jak rozgrywki we Francji. Po roku spędzonym w Polsce – jaki jest werdykt? Nadal tak uważasz?
To dobre pytanie. Moja opinia o polskiej lidze zdecydowanie wzrosła po tym sezonie. Wcześniej, grając w Niemczech czy Francji, po prostu nie znałem dobrze tutejszych drużyn i samych rozgrywek.
Dopiero będąc tutaj, zobaczyłem, jak wyrównana i głęboka jest ta liga. Nasza porażka z GTK Gliwice, konkurencyjność Krosna przeciwko praktycznie każdemu rywalowi – to pokazuje, jak silne są te rozgrywki od pierwszego do piętnastego zespołu.
Jeśli miałbym wskazać największą różnicę względem Francji, nadal powiedziałbym, że chodzi o atletyzm zawodników obwodowych i podkoszowych. Natomiast pod względem fizyczności i wielu innych aspektów PLK jest bardzo blisko. Cieszę się, że mogłem pokazać swoje umiejętności również na tak wysokim poziomie.
Wróćmy jeszcze do końcówki sezonu. W ostatnich tygodniach dopadły nas kontuzje w najgorszym możliwym momencie. Ty również musiałeś zmagać się z urazem. Myślisz, że seria play-off wyglądałaby inaczej, gdyby drużyna była w pełni zdrowa? Czego zabrakło najbardziej?
To niebezpieczne pytanie. Jeśli zmienisz jedną rzecz, coś innego również potoczy się inaczej. Patrząc w ten sposób, chciałbym powiedzieć, że tak. Gdybym nie doznał kontuzji i zachował swój rytm gry, pewne rzeczy mogłyby wyglądać inaczej.
Z drugiej strony wierzę też, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu. Widocznie to po prostu nie był nasz rok. To bardzo frustrujące, ale mogę spojrzeć wstecz z poczuciem, że daliśmy z siebie wszystko.
Nie każda drużyna może to o sobie powiedzieć, ale uważam, że wszyscy – od sztabu szkoleniowego, przez fizjoterapeutów, po zawodników – zrobili absolutnie wszystko, by osiągnąć sukces. W tej serii po prostu to nie wystarczyło.
Kibice bardzo docenili to, jak przejąłeś odpowiedzialność po kontuzji Kadre. W praktyce musiałeś prowadzić grę, a jednocześnie nadal trafiałeś swoje rzuty i robiłeś wszystko, czego drużyna potrzebowała. Jak trudne było dla Ciebie, mentalnie i fizycznie, przestawienie się na inną rolę?
Na początku było to zdecydowanie trudne. Kadre to świetny zawodnik. Przez cały sezon pokazywał, jak ważny jest dla naszej drużyny – nie tylko jako strzelec, ale także jako kreator gry i zawodnik nadający tempo.
Wiedziałem, że czekają mnie duże wyzwania. Nigdy nie zastąpiłbym Kadre, ale moim zadaniem było sprawić, by drużyna funkcjonowała możliwie stabilnie.
Nie będę udawał, że wszystko robiłem idealnie. Nadal widzę wiele rzeczy, które mogłem wykonywać lepiej jako rozgrywający. Ale właśnie tutaj przydała się moja wszechstronność. Nie bałem się gry na tej pozycji, mimo że w swojej karierze nie robiłem tego zbyt często.
Byłem podekscytowany tą szansą i cieszę się, że mogłem pokazać, że potrafię pełnić taką rolę. Na przyszłość wiem już, że jest to dla drużyn realna opcja. Jeśli zespół będzie potrzebował drugiego czy trzeciego rozgrywającego, mam potencjał, by wypełnić takie zadanie.
Na zakończenie – od samego początku stałeś się ulubieńcem kibiców we Wrocławiu. Co chciałbyś przekazać fanom, którzy wspierali Cię do samego końca, mimo że sezon nie zakończył się tak, jak wszyscy marzyliśmy?
Przede wszystkim chciałbym bardzo podziękować wszystkim kibicom za wsparcie. To znaczyło dla mnie naprawdę wiele. Bez względu na wynik zawsze dawaliście nam ogrom energii i emocji podczas meczów.
Chciałbym też powiedzieć, że mimo iż nie osiągnęliśmy celu, życzę temu klubowi wszystkiego, co najlepsze. Naprawdę świetnie spędziłem tutaj czas. Ludzie, których poznałem, i rozmowy, które odbyłem, to prawdopodobnie najpiękniejsze wspomnienia, jakie zabiorę ze sobą z tego miejsca – od pracowników klubu, przez zawodników, aż po kibiców.
Jeśli ktoś po meczach podchodził do mnie porozmawiać, mam nadzieję, że były to dobre spotkania. Chcę, żebyście wiedzieli, że gdziekolwiek pójdę dalej, zawsze będę Was pamiętał.
Naprawdę bardzo podobało mi się we Wrocławiu. Smutno jest odjeżdżać, ale mam nadzieję, że nie jest to „żegnaj”, tylko raczej „do zobaczenia”.
Mam taką samą nadzieję. Noah, bardzo dziękuję za rozmowę. Życzę Ci bezpiecznej podróży, wszystkiego najlepszego i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś zobaczymy Cię tutaj ponownie.
Tak jak mówiłem – mam nadzieję, że to nie „żegnaj”, tylko „do zobaczenia wkrótce”.
Dziękuję.





































