Jakub Urbaniak: “Od samego początku poczułem się przez kibiców kochany.” [WYWIAD]

0

Spotkaliśmy się z Jakubem Urbaniakiem u naszego partnera – Browaru Stu Mostów, by zadać mu kilka pytań po zakończonym sezonie 2025/26.

Cześć Kuba, dzięki, że znalazłeś czas, żeby się z nami spotkać. Zacznijmy od tego, że gdy wracałeś do PLK, na pewno miałeś coś do udowodnienia. W Treflu te minuty były mocno limitowane, a jednak w Śląsku od razu stałeś się kluczowym filarem drużyny. Spodziewałeś się przed sezonem, że to będzie takie wejście z przytupem?

Szczerze, nie wiem. Wiedziałem, że przyjadę do Wrocławia, będę ciężko pracował, że te minuty się pojawią i będę musiał je wykorzystać jak najlepiej potrafię. W poprzednim sezonie nie grałem w ogóle i bardzo stęskniłem się za koszykówką, co myślę, że pokazałem.

Dzięki Tobie klub wygrał wyścig na największą liczbę minut dla zawodnika poniżej 23. roku życia. Jednak nie dostałeś tylu minut na boisku tylko przez to, że wpasowujesz się w kryteria konkursu. Jak się z tym czujesz, że z roli młodzieżowca, który wchodzi pograć tylko kilka minut w meczu, tak szybko przeskoczyłeś do roli stałego bywalca pierwszej piątki?

Wychodziłem już wcześniej w pierwszych piątkach, ale za bardzo tego nie liczę, bo była to 3. liga hiszpańska, więc to nie jest to samo co PLK.

U nas zaczynałeś w pierwszej piątce w 80% meczów.

O proszę! Myślę, że zasłużyłem na to ciężką pracą. Natomiast bardziej chodzi o tę liczbę minut niż o to, czy zacznę z ławki czy nie. Ważne, żeby w ogóle grać. Oczywiście uważam, że jest to fajne doświadczenie i wszyscy zawodnicy lubią wychodzić w pierwszych piątkach, ale najważniejsze jest to, czy dostaniesz te ważne minuty.

Przeczytałem też, że najwięcej asyst dostałeś od Kadre i Issufa, ale najciekawiej na parkiecie wyglądała Twoja współpraca z Kubą Niziołem. On jest trzeci w klasyfikacji najczęściej asystujących Tobie, ale co ciekawe, Ty oddałeś Kubie łącznie siedem asyst, gdzie innym kolegom asystowałeś najwięcej po dwa razy. Pytanie brzmi więc: z czego wynika ta chemia u Was i czy poza parkietem również tak dobrze się dogadujecie?

Z kapitanem znamy się już od wielu lat. Myślę, że znajomość pozaboiskowa wpływa pozytywnie na chemię na boisku. Gdy graliśmy pick and rolla, to on zawsze w pierwszej kolejności patrzył na mnie, ja szukałem jego. Jak była szansa, to zawsze próbowaliśmy się odnaleźć. Nasza chemia poza boiskiem pomagała nam na parkiecie i cieszę się z tego powodu.

W tym sezonie w polskiej lidze przebiłeś bariery 300 punktów, 200 zbiórek i cztery razy kończyłeś mecz z double-double. Masz jakiś swój ulubiony mecz z tego sezonu lub moment, który zapamiętasz na dłużej?

Powiedziałbym, że zwycięstwo z Bahçeşehirem w Hali Orbita. To raz, a jeśli chodzi o PLK, to myślę, że zwycięstwo z Górnikiem w Hali Stulecia. Atmosfera była wspaniała, a sam mecz był taki, że cała drużyna grała bardzo dobrze. Pierwszy mecz w Wałbrzychu przegraliśmy w ostatnich sekundach, więc bardzo się cieszę, że udało się odegrać.

Dostarczyłeś wrocławianom dużo energii w tym sezonie. Nie wiem, czy wiesz, ale skończyłeś ten sezon z liczbą 35 wsadów, co jest trzecim najlepszym wynikiem w lidze. Lubisz chyba zakończyć akcję takim mocnym dunkiem, postawić taką kropkę nad i w ważnych momentach?

Jasne! Są ludzie, którzy uważają, że nie warto robić wsadów, bo to to samo co lay-up – też dwa punkty, ale myślę, że w sytuacji, gdy my jako drużyna robimy comeback czy właśnie mamy serię kilku punktów z rzędu i zrobię taki wsad, że na przykład trener drużyny przeciwnej jest zmuszony do wzięcia time-outu, to jest to bardzo wartościowe i daje energię reszcie zespołu i kibicom. Bardzo lubię je robić, bo takie wsady pomagają w meczu.

Nie mogę nie zapytać o końcówkę sezonu. Nie da się ukryć, że media czy kibice ostrzyli sobie zęby na nasz półfinał z Zastalem i Twój pojedynek z Jakubem Szumertem jako dwóch wielkich nadziei polskiego basketu. Czy żałujesz, że przez nasze odpadnięcie nie doszło do takiego starcia i czy Ty też na to czekałeś, czy skupiałeś się tylko na wynikach drużyny?

Uważam, że Szumert jest bardzo dobrym zawodnikiem, ale ja jednak patrzyłem bardziej na swoją drużynę. Nie przywiązywałem wagi do tego, przeciwko komu akurat muszę grać, tylko żeby na koniec dnia wygrać mecz, dojść do tego finału i wygrać mistrzostwo dla Śląska i wszystkich kibiców.

Po przegranej serii z Arką jest dużo sportowej złości w Internecie. Ty jednak jesteś jednym z tych jaśniejszych punktów, o którym mówi się raczej pozytywnie. Co chciałbyś przekazać kibicom po tym sezonie w koszykarskim Śląsku?

Kibicom chciałbym powiedzieć, że od samego początku poczułem się przez nich kochany. Było czuć to wsparcie. Pomagaliście mi w dobrych meczach, ale i w tych gorszych. Chciałem podziękować wszystkim za ich obecność na każdym spotkaniu, za wsparcie na wyjazdach – bez nich to nie byłoby to samo. Dzięki Wam poczułem się lepiej we Wrocławiu, w drużynie, na meczach i ogólnie stałem się lepszy. To wszystko dzięki Wam.

My również Ci dziękujemy za Twój wkład, za serce pozostawione na parkiecie i mamy wszyscy nadzieję, że nie żegnamy się na długo i że zawitasz jeszcze w Śląsku.

Dzięki bardzo.

Tagi: Jakub Urbaniakrozmowasezon 2025/2026wywiad

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Twój komentarz

5 × 1 =