Mimo odrobienia strat w trzeciej kwarcie WKS Śląsk Wrocław przegrał z Kingiem Szczecin 90:81. Była to szósta porażka Trójkolorowych w tym sezonie ORLEN Basket Ligi.
Obie ekipy rozpoczęły ten mecz od sprawdzenia… chwytu piłki – w pierwszych akcjach zarówno po stronie gospodarzy, jak i gości piłka parę razy wyleciała z dłoni. Później jednak zaczęła wpadać do obręczy. Najpierw po stronie Śląska, a właściwie Stefana Djordjevicia, który zdobył kilka pierwszych oczek. Szczecinianie nie pozostawali dłużni i przez premierowe pięć minut wynik oscylował w okolicach remisu, z delikatnym wskazaniem na wrocławską drużynę.
Następnie mieliśmy chwilę przerwy, kiedy Jakub Urbaniak został trafiony łokciem przez Przemysława Żołnierewicza. Po powrocie do gry King zanotował serię 6:0 i to gospodarze wyszli na czteropunktowe prowadzenie. Impas przerwał jednak Jarvis Williams trafieniem spod obręczy. Gdy wcześniej wspomniany Żołnierewicz przymierzył z dystansu, dobry fragment zanotował Ajdin Penava, który wyprowadził WKS na jednopunktowe prowadzenie, utrzymane do końca pierwszych 10 minut.
Dużo indywidualnych akcji oglądaliśmy na początek drugiej partii. W dalszych fragmentach zaczynało jednak brakować skuteczności graczom trenera Ainarsa Bagatskisa, co wykorzystywali gospodarze. Przy czterech punktach przewagi Łotysz poprosił o przerwę. Po niej WKS przez chwilę wciąż tracił tyle samo oczek co przed przerwą, jednak kolejne nietrafione rzuty sprawiły, że przewaga szczecinian urosła dwukrotnie i szkoleniowiec Trójkolorowych ponownie musiał przerwać grę.
Upływały minuty, a różnica w wyniku ulegała zmianie tylko na korzyść Kinga. Ostatecznie na koniec pierwszej połowy gospodarze prowadzili 51:41.
Świetnie weszli gracze Śląska w drugą część meczu – trójka Błażeja Kulikowskiego i dobitka Ajdina Penavy. W odpowiedzi jednak faul niesportowy Issufa Sanona i dwa wykorzystane rzuty wolne przez Nemanję Popovicia. Zawodnicy z Wrocławia dobrze jednak pracowali w obronie i zrobiło się już tylko -6. King przestał trafiać, a wrocławianom zaczęły wpadać trójki – najpierw Kulikowski, a następnie Kirkwood, i przy remisie trener Majcherek poprosił o czas.
Po nim gra z obu stron lekko przystopowała – oglądaliśmy więcej nietrafionych akcji i rzutów wolnych, a wynik cały czas oscylował w okolicach remisu. Przez blisko trzy minuty żadna z drużyn nie odskoczyła na więcej niż dwa oczka. Przed ostatnią kwartą delikatną przewagę mieli jednak szczecinianie – 72:69.
Od dwóch punktów Roacha rozpoczęła się czwarta odsłona. W kontrze jednak niepilnowany Jakub Nizioł trafił z dystansu, a następnie floaterem doprowadził do ponownego remisu. Po niespełna czterech minutach i dwóch faulach technicznych, odgwizdanych po kontrowersyjnych decyzjach arbitrów, gospodarze wyszli na +7.
Za odrabianie strat wziął się Noah Kirkwood, trafiając spod samego kosza. Kolejne niezrozumiałe decyzje sędziów – chociażby przy nieodgwizdanym faulu niesportowym na Jakubie Niziole – skuteczne akcje Kinga oraz pojedyncze próby WKS-u sprawiły jednak, że to gospodarze zwyciężyli w tym spotkaniu.
Najlepszymi graczami Śląska byli Noah Kirkwood (18 pkt, 5 zb., 4 as.), Ajdin Penava (14 pkt, 6 zb.) i Stefan Djordjević (14 pkt, 4 zb.). Wśród zawodników ze Szczecina wyróżniali się Przemysław Żołnierewicz (25 pkt, 3 zb.) i Anthony Roberts (17 pkt, 2 zb.).
Przed Trójkolorowymi kolejny wyjazd – w przyszłą sobotę wrocławianie zmierzą się z Legią Warszawa.





































