Kotwica za ciężka do uniesienia

0

Seria TBS Śląska II Wrocław przerwana. Energa Kotwica Kołobrzeg wygrała spotkanie w Hali Milenium 84:77 i pokonała młodzieżowców Trójkolorowych w 25. kolejce Suzuki 1. Ligi.

Nad morze z drużyną nie pojechali Maksymilian Zagórski (kontuzja), Kacprowie Gordon i Marchewka (biorą udział w turnieju finałowym Młodzieżowego Pucharu Polski) oraz Szymon Tomczak (trenuje z drużyną ekstraklasową). Z powodu kontuzji na parkiet nie wybiegł też Sebastian Bożenko, a Szymon Walski pojawił się na boisku przez zaledwie 16 sekund. Śląsk rozpoczął mecz w następującym, eksperymentalnym składzie: Paweł Strzępek, Aleksander Leńczuk, Tomasz Żeleźniak, Jan Wójcik i Sebastian Rompa. W pierwszej piątce gospodarzy mogliśmy zobaczyć natomiast Norberta Kulona, Huberta Kruszczyńskiego, Piotra Robaka, Filipa Struskiego i Michała Sadłę.

Pomimo okrojonego składu wrocławianie od początku meczu postawili swoje warunki gry i wyszli na wyraźne prowadzenie. Zawodnicy Kotwicy Kołobrzeg mieli spory problem z kryciem pod własnym koszem, a nie pomagała im również niska skuteczność z gry, dzięki czemu WKS szybko znalazł się w komfortowej sytuacji. Gospodarze nieraz byli zmuszeni faulować, aby zatrzymać rozpędzonych zawodników Trójkolorowych. Świetnie spisywał się Sebastian Rompa, który zastępował w tym spotkaniu Szymona Tomczaka na pozycji numer 5. Środkowy w niemal sześć minut zanotował kilka punktów i aż pięć zbiórek, nie pozwalajac kołobrzeżanom zaistnieć na tablicy. Pod koniec kwarty mieliśmy niemały festiwal rzutowy w hali Milenium. Obie ekipy bombardowały się nawzajem trójkami, dzięki czemu na konto strzelców wpisali się chociażby Miłosz Góreńczyk czy Igor Kozłowski. Sama skuteczność wrocławian była imponująca – aż 85% zza łuku! Po pierwszych dziesięciu minutach Śląsk prowadził 30:16.

Nasi młodzieżowcy zwolnili obroty w drugiej kwarcie i niestety to Kotwica przejęła inicjatywę. Przede wszystkim świetnie spisywała się ławka rezerwowych gospodarzy. Dobrze prezentował się Patryk Stankowski, który szybko uzbierał osiem oczek. Przez połowę kwarty Śląsk zdołał rzucić tylko sześć punktów, dzięki czemu drużyna Rafała Franka zmniejszyła straty. WKS miał spore problemy w ataku i nie przypominał już drużyny z pierwszej części spotkania. Podopieczni Dusana Stojkova próbowali długo i sumiennie rozgrywać piłkę po obwodzie, jednak gospodarze dobrze zmieniali swoje krycie. Trener Śląska był zmuszony poprosić o kolejną przerwę na żądanie, a Kotwica była „na fali”. Na niecałą minutę przed końcem pierwszej połowy mieliśmy remis 42:42, ale gospodarze wyszli ostatecznie na prowadzenie 45:44 i schodzili do szatni nabuzowani energią.

Po przerwie Kotwica kontynuowała dobrą dyspozycję z poprzedniej kwarty i powiększała swoje prowadzenie. Wyróżniającym się zawodnikiem był Marcin Dymała, który bez większych problemów radził sobie z kryciem Leńczuka. Dla Śląska dobrze rozpoczął Strzępek, który najpierw trafił zza łuku, a następnie wykorzystał swoje rzuty osobiste. Niestety Kotwica wciąż przeważała na parkiecie i trener Stojkov był zmuszony po raz kolejny poprosić o czas. Problemy Śląska były ewidentne, zarówno w ataku, jak i w obronie. WKS nie był w stanie znaleźć drogi do kosza przez ponad trzy minuty, co pozwoliło gospodarzom osiągnąć dziesięciopunktowe prowadzenie. Nie pomagała również ilość przewinień po stronie TBS-u. Kotwica nie zwalniała tempa i wciąż karciła zmęczonych wrocławian. Na dziesięć minut przed końcem meczu Czarodzieje z Wydm prowadzili już 72:55.

Szanse Śląska na zwycięstwo stawały się coraz mniejsze. Drugi niesportowy faul złapał Leńczuk i był on zmuszony opuścić parkiet. Oznaczało to, że w praktyce Dusan Stojkov miał do swojej dyspozycji tylko sześciu zawodników. Mimo to wrocławianie mogli dać kibicom nieco nadziei, gdy zbliżyli się na sześć oczek. Śląsk zaliczył serię 14:3 i trener gospodarzy był zmuszony poprosić o czas. Gospodarze jednak jak na zawołanie obudzili się i momentalnie wrócili do dziesięciopunktowego prowadzenia. Zmęczenie dało się ostatecznie we znaki i to Kotwica dyktowała warunki gry. Wrocławianie próbowali jeszcze gonić, szybko oddawać rzuty, jednak te nie wpadały do kosza. Wynik 84:77 daje Kotwicy potrzebne zwycięstwo, natomiast TBS Śląsk kończy swoją serię zwycięstw na trzech.

Zarówno Kotwica, jak i Śląsk, dominowały w wygranych przez siebie kwartach. Wrocławianie mieli spore szanse na dogonienie przeciwnika pod koniec spotkania, jednak zabrakło im nieco sił i szczęścia. Pomimo tego drużyna Wojskowych zasługuje na uznanie za nawiązanie walki z przeciwnikiem pod nieobecność tak wielu kluczowych w rotacji zawodników. Po tym meczu zajmujemy 7. miejsce w tabeli i wciąż mamy duże szanse na zagranie w tegorocznych play-offach Suzuki 1. Ligi. Potrzebne są jednak zwycięstwa, a na kolejne będziemy liczyć już 5 marca. W Kosynierce zawita nasz dolnośląski rywal – Górnik Wałbrzych. Kibicujcie naszym młodzieżowcom dzięki transmisji na TVCOM.pl. Hej Śląsk!

Udostępnij:

Tagi: Aleksander LeńczukEnerga Kotwica KołobrzegHala MileniumIgor KozłowskiJan WójcikkosynierkaMiłosz GóreńczykPaweł Strzępeksebastian rompaSuzuki 1. LigaTBS Śląsk II WrocławTomasz Żeleźniak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Twój komentarz

sixteen + seventeen =