Co za zwycięstwo! Pokonujemy Spójnię po dogrywce!

0

Po raz kolejny towarzyszyły nam wielkie emocje i po raz kolejny dzięki zaangażowaniu, zgraniu i dobrej chemii w drużynie udało nam się wyjść z opresji! Przez niemal całe spotkanie goniliśmy PGE Spójnię Stargard, by ostatecznie doprowadzić do dogrywki, a w niej pokonać gości. Dwa kluczowe bloki, na dogrywkę i zwycięstwo zapewnił niespodziewany bohater z ławki – Szymon Tomczak, który do tej pory dostawał epizodyczne szanse na grę w ekstraklasie, wyróżniał się za to w 1. Lidze. Kluczowy rzut na jednopunktowe prowadzenie trafił też w ostatnich sekundach Kyle Gibson, dzięki czemu wygraliśmy 95:94!

W składzie na to spotkanie zabrakło lekko kontuzjowanego Ivana Ramljaka, znalazł się w niej natomiast Kacper Marchewka. W pierwszej piątce czekała nas mała niespodzianka – obok Strahinji Jovanovicia, Kyle’a Gibsona, Aleksandra Dziewy  i Akosa Kellera pojawił się Jan Wójcik.

Obie drużyny rozpoczęły mecz od wysokiego tempa i dużej intensywności, co skutkowały stratami po obu stronach parkietu. Co ciekawe, pierwszych 5 z 7 oczek Śląska zdobył po wsadach do kosza i rzucie osobistym właśnie Wójcik, który niestety dosyć szybko złapał też 2 przewinienia. Po trójkach Kyle’a Gibsona (do tego 4 asysty już w 1Q) i Aleksandra Dziewy WKS prowadził 13:11. W ekipie Spójni punktował głównie skuteczny zza łuku Nick Faust, dzięki któremu goście odskoczyli do stanu 12:18. Dobre wejście z ławki zapewnił po raz kolejny Mateusz Szlachetka (akcja z faulem, trójka pod presją czasu), z dystansu trafili Kacper Młynarski i Elijah Stewart – po 10 minutach przyjezdni prowadzili 26:23.

Drugą ćwiartkę rozpoczęliśmy bardzo źle – od 3 fauli w ciągu pierwszych 18 sekund kwarty. Po przechwycie i wsadzie Fausta było już 30:23 dla Spójni i o pierwszy czas poprosił Oliver Vidin. Po przerwie dwie trójki w dwóch kolejnych akcjach trafił Gibson. Niestety w następnych minutach nie byliśmy w stanie wyeliminować prostych strat – nie wychodziły nam penetracje, podejmowaliśmy złe decyzje jak proste faule przy przekroczonym limicie czy kroki w stosunkowo łatwych sytuacjach. Po akcji 2+1 Mateusza Kostrzewskiego Spójnia prowadziła najwyżej w meczu (44:34) i do przerwy niemal utrzymała to prowadzenie – po 20 minutach zasłużenie wygrywała 47:39, bo swoje cegiełki w postaci trafionych trójek dołożył też Kacper Młynarski.

Po zmianie stron zaczęliśmy grać z większą energią – akcję z faulem skończył Akos Keller, aktywna obrona „Munji” wymusiła stratę Tomasza Śniega. Nadal mieliśmy jednak duże problemy z przebiciem się pod kosz, przez co często uciekaliśmy się do rzutów z dalszej odległości. Podopieczni Macieja Raczyńskiego grali bardzo skutecznie, szybko rozgrywając piłkę i bezbłędnie wykorzystując każdą szczelinę, którą w obronie zostawiali im Trójkolorowi. Przebudził się Baylee Steele – po jego rzutach z półdystansu Spójnia prowadziła 62:51, a o czas ponownie poprosił trener Vidin. Po przerwie na żądanie obraz gry zbytnio się nie zmienił – goście nadal trafiali trudne rzuty ale z pozycji skrojonych pod specyfikę ich konkretnych graczy. Przed decydującą częścią gry udało się jednak nieco zmniejszyć deficyt – przegrywaliśmy 61:67, więc kwestia zwycięstwa była jak najbardziej otwarta.

Czwartą kwartę zaczęliśmy od 4 oczek z rzędu w wykonaniu Dziewy, zablokowany został Raymond Cowels. Natychmiast o czas poprosił Maciej Raczyński. W kolejnych minutach udało nam się dogonić rywali – po trójce Stewarta było już tylko 68:69. W momencie, w którym wydawało się, że kontrola nad spotkaniem wreszcie zaczyna rozkładać się po równo na obie drużyny, przyjezdni znów odskoczyli. W trudnych momentach udawało im się wymuszać faule wrocławian i ciułać cenne oczka przewagi. Przy stanie 68:76 na niecałe 5 minut przed końcem o przerwę poprosił Oliver Vidin. Po czasie bardzo ożywił się Stewart – Amerykanin celnie rzucał zza łuku i wnosił dużo energii do ataku, momentami ciągnąc naszą drużynę niemal w pojedynkę. Cały czas nie byliśmy jednak w stanie poprawić naszej gry w obronie, przez co przegrywaliśmy 77:83 na 42 sekundy przed końcem meczu. Po drugiej przerwie na żądanie dla serbskiego szkoleniowca pierwszy z kluczowych w tym spotkaniu rzutów trafił Jovanović. Po jego trójce na zegarze pozostało dość czasu na dwa posiadania, a w kolejnej akcji Steele spudłował z dosyć dobrej pozycji. Wszystko było po stronie Śląska – po dobrym rozegraniu na czystej pozycji ponownie znalazł się „Stew” i choć nie trafił, to dał się sfaulować Nickowi Faustowi, który opuścił parkiet za piąte przewinienie. Elijah trafił wszystkie trzy rzuty osobiste i doprowadził do remisu 83:83. O czas ponownie poprosił Maciej Raczyński, a po nim w kluczowej akcji piłkę miał Tomasz Śnieg. Rozgrywający wymusił przekazanie na niespodziewanie znajdującego się na parkiecie w najważniejszych minutach Szymona Tomczaka, ale nieco się wygonił, przez co pod presją czasu nie pozostało mu nic innego niż rzucać. Młody środkowy Śląska ustał jednak na nogach, cierpliwie wyczekał bardziej doświadczonego rywala i zdołał zablokować jego rzut! Czekała nas dogrywka.

W dodatkowych pięciu minutach udało nam się odskoczyć na 4 oczka (90:86) po trójce Dziewy i punktach Jovanovicia oraz Tomczaka. Stargardzianie szybko jednak dogonili nas ponownie za sprawą Steele’a. Na minutę przed końcem bardzo trudny rzut po pełnym kontaktu ataku na kosz trafił z faulem Śnieg i Spójnia prowadzila 94:92. Po przerwie dla Vidina i dobrym rozegraniu faul wywalczył Tomczak, po czym wykorzystał jeden rzut wolny. W kolejnej akcji trójkę przestrzelił Steele, a na zegarze pozostało 27 sekund. Ponownie wszystko było w naszych rękach. Akcję izolacyjną kończyć miał Dziewa, który tym razem jednak spudłował, ale w walce o deskę ponownie wykazał się Tomczak, który zebrał piłkę w gąszczu rąk i akrobatycznie, wypadając na aut, wyrzucił ją daleko w tył do Kyle’a Gibsona. Ten pod presją czasu nabrał na pompkę Raymonda Cowelsa i trafił kluczowy rzut z półdystansu! Prowadziliśmy 95:94, przerwę na żądanie natychmiast wzięli goście, a na zegarze pozostało 5 sekund. W decydującej akcji po raz kolejny główną postacią był Szymon Tomczak – „Świeży” świetnie rozczytał rozegranie rywali i zablokował rzucającego za trzy na zwycięstwo Baylee’go Steele’a!

– Myślę, że w tym meczu daliśmy z siebie całą energię, jaką mieliśmy. Po pierwsze, zawsze po dobrym spotkaniu jak w Zielonej Górze, w kolejnych starciach notowaliśmy jej spadek. Po drugie, dzisiaj bardzo brakowało nam Ivana Ramljaka, a przeciwko ich wysokim skrzydłowym nie było łatwo. Chciałbym też pochwalić Szymona Tomczaka. Trafił najważniejszy rzut wolny w końcówce meczu, zaliczył dwa bloki – na dogrywkę i wygraną. To pokazuje, że każdy zawodnik może odegrać dużą rolę w spotkaniu. Każdy zawodnik jest bardzo ważny, niezależnie od tego czy gra 12 minut jak dzisiaj Szymon czy 2 minuty jak Kuba Musiał. To bez znaczenia. Ważne jest to, że każdy z nich może zrobić różnicę i pomóc swojej drużynie wygrać. W takich meczach drużyna i jej atmosfera się budują. Wiedzieliśmy o Spójni wszystko – to bardzo dobra ekipa, wygrała we Włocławku, Ostrowie, była blisko zwycięstwa w Zielonej Górze. To dla nas bardzo ważna wygrana – mówił na pomeczowej konferencji Oliver Vidin.

Poza rzadką i piękną historią tego meczu dla Szymona Tomczaka, nie można zapomnieć też o wkładzie w zwycięstwo Elijaha Stewarta (19 pkt, 6 zb, 2 prz, 4/7 za 3), Aleksandra Dziewy (19 pkt, 7 zb, 4 blk, 7/14 z gry), Kyle’a Gibsona (18 pkt, 5 ast, 4/8 za 3) i Strahinji Jovanovicia (15 pkt, 10 ast). Ponownie udało nam się wygrać starcie na styku z naprawdę mocną drużyną. Nie chcemy się zatrzymywać, chcemy iść dalej – szansa na kolejny krok przed nowym rokiem, ale po świętach – za tydzień o tej samej porze podejmiemy w Orbicie Anwil Włocławek. Oczywiste jest, że w grę wchodzi tylko zwycięstwo! Hej Śląsk!

Statystyki

Udostępnij:

Tagi: basketenergaligaplkrelacjaśląskSpójniaStargardwkswrocław pge

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Twój komentarz

16 − nine =