Seria wygranych przerwana w Andorze

0

MoraBanc Andorra zakończyła serię zwycięstw WKS Śląska Wrocław na pięciu wygranych z rzędu. Zawodnicy Davida Eudala pewnie pokonali Trójkolorowych 99:65 w zaległym spotkaniu 9. kolejki 7DAYS EuroCup. Najwięcej punktów (16) dla WKS-u zdobył Travis Trice.

Trener Andrej Urlep po raz kolejny nie zdecydował się dokonać zmian w wyjściowej piątce Śląska, która prezentowała się następująco: Travis Trice, Kodi Justice, Ivan Ramljak, Aleksander Dziewa i Martins Meiers. Z meczowej „dwunastki” wypadli Jan Wójcik oraz D’Mitrik Trice – ten ostatni nie mógł wystąpić w Andorze, ponieważ nie był zgłoszony do rozgrywek podczas pierwotnego terminu spotkania.

Śląsk wtorkowy mecz zaczął niezwykle skutecznie i efektownie – aż 5 pierwszych akcji WKS-u zakończyło się punktami! Rozpoczął efektownym dunkiem Meiers, chwilę później „poprawił” Ramljak łatwymi oczkami w kontrze, a Justice trafił zza łuku. Następnie fantastyczną techniką popisał się Trice, który „zatańczył” z rywalem i trafił z półdystansu. Z kolei po zespołowej akcji i świetnym podaniu Ramljaka na pusty kosz rzucił Meiers. Po paru minutach gospodarze jednak „obudzili się” i błyskawicznie odrobili straty. Clevin Hannah rozpoczął punktowanie dla Andorczyków, Victor Arteaga efektownie zapakował z góry, a Conor Morgan i Drew Crawford przymierzyli zza łuku. Z prowadzenia Śląska 11:3 błyskawicznie zrobiło się 13:11 dla MoraBancu.

Stan spotkania wyrównał punktami spod kosza Justice, ale w kolejnych minutach w poczynania ofensywne Wojskowych wkradło się dużo chaosu. Skrzętnie wykorzystali to gospodarze – Hannah łatwo przedarł się pod obręcz i wykończył akcję, a kolejne oczka po podkoszowej walce zdobyli Nacho Llovet i Moussa Diagne. Prowadzenie gospodarzy udało się jednak zmniejszyć do jednego punktu za sprawą Szymona Tomczaka, który dwukrotnie bardzo dobrze zachował się pod koszem rywali i wykończył akcje zespołu. Na oczka „Świeżego” odpowiedział Codi Miller-McIntyre, który trafił spod kosza i za trzy. Ostatnie słowo w pierwszej kwarcie należało jednak do Travisa Trice’a, który do konta Śląska dołożył dwa oczka z półdystansu. Po 10 minutach MoraBanc Andorra prowadziła 24:20.

Druga część gry zaczęła się od celnej próby z dystansu, dwóch wykorzystanych rzutów wolnych oraz punktów w kontrze Mario Nakicia. Świetny fragment Serba powiększył przewagę gospodarzy do jedenastu oczek, a trener Urlep zareagował przerwą na żądanie. Ta niestety nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Llovet trafił za trzy, a Nakić w kontrze, przedłużając serię punktową Andory do aż 12-0. Wejście na parkiet Kacpra Gordona nie poprawiło ofensywnej gry WKS-u, która w tym okresie wyglądała po prostu bardzo źle i chaotycznie. Nielicznymi przebłyskami wrocławskiej drużyny były kapitalny blok Kerema Kantera na Digne oraz dwie trójki z rzędu Kodiego Justice’a. W międzyczasie ponownie zza łuku celnie przymierzył Nakić i rywale prowadzili już 38:26.

W kolejnych minutach gospodarze w końcu nieco „zacięli” się w ataku. Fantastycznym blokiem na rywalu tym razem popisał się Dziewa, efektownie zatrzymując Crawforda. Przez pięć minut punkty z gry dla MoraBanc Andorry zdobył jedynie Arteaga, ale zespół Andreja Urlepa nie potrafił tego wykorzystać. Mocno szwankowała skuteczność Trójkolorowych, którzy w pierwszej połowie trafili jedynie 48% rzutów z gry i 20% prób zza łuku. Nieliczne punkty dla WKS-u zdobyli Ramljak po bardzo ładnym podaniu Justice’a oraz Trice kolejnym efektownym rzutem z półdystansu. Po 20 minutach gry gospodarze prowadzili 41:30.

Początek trzeciej kwarty nie przyniósł zmiany obrazu spotkania. Diagne trafił za trzy, a Miller-McIntyre i Morgan spod kosza. Justice odpowiedział punktami z półdystansu, ale po chwili świetny moment zaliczył Oriol Pauli. Hiszpan najpierw trafił z narożnika po świetnej akcji całej drużyny, a po chwili sfinalizował kontrę Andory, powiększając prowadzenie gospodarzy do stanu 53:34. Sytuację jeszcze bardziej pogorszyły celne próby zza łuku Morgana i Pauliego. Tego dnia kibice Trójkolorowych mogli bić im brawo głównie po blokach swoich ulubieńców – tym razem Tomczak popisał się efektowną „czapą” na Nakiciu. Po kontrze i punktach Pauliego gospodarze prowadzili już 63:34.

W drugiej części trzeciej kwarty w końcu udało się zakończyć kilka akcji punktami i zmniejszyć rozmiary strat. W szybkim ataku zapunktował Trice, z faulem trafił Tomczak, a Karolak i Kanter przymierzyli z dystansu. Andora odpowiedziała punktami z trumny Arteagi i Clevina Hannaha – WKS nie potrafił tego dnia znaleźć sposobu na podkoszowe manewry rywali. Udało się jednak w końcu zacząć trafiać za trzy – tej sztuki tym razem dokonali Trice oraz ponownie Kanter. Dla Andory floaterem zapunktował jeszcze Hannah, a na koniec trzeciej kwarty po ładnej akcji zespołu spod kosza trafił Guillem Colom. Po 30 minutach na tablicy widniał wynik 71:52.

Przed czwartą kwartą nic nie wskazywało, by gospodarze mogli nie wygrać tego meczu. Ostatnia część gry zaczęła się od dwupunktowych akcji Kantera i Hannaha, z półdystansu przymierzyli także Trice i Crawford. Hannah i Crawford trafili również za dwa. W drużynie WKS-u na parkiecie ponownie pojawił się Kacper Gordon, który zaznaczył swoją obecność na parkiecie celną próbą z półdystansu. Z syreną za trzy trafił z kolei Ramljak, nieznacznie zmniejszając prowadzenie rywali do 18 punktów.

Końcowe minuty meczu były już właściwie formalnością, a rozluźnieni gracze MoraBancu wbijali kolejne gwoździe do trumny Śląska. Hannah trafił za trzy, Morgan wsadził z góry w kontrze, a Diagne popisał się potężnym dunkiem z faulem. Trójkolorowi nie potrafili znaleźć odpowiedzi i wydawali się być pogodzeni z porażką. Akcję 2+1 zaliczył jeszcze Pauli, w kontrze oraz z półdystansu trafił Colom. Humor wrocławian wsadem poprawił Meiers, ale był to ostatni pozytywny akcent Śląska w tym meczu. Łatwe punkty na koniec zdobyli Morgan i Colom, ustalając wynik na 99:65 dla MoraBanc Andorra.

Przewaga naszych rywali była widoczna niemal w każdym elemencie gry. MoraBanc Andorra trafił aż 63% rzutów za dwa i 50% za trzy punkty (odpowiednio 42% i 30% w przypadku Śląska). Gospodarze wyraźnie wygrali zbiórkę (43-31), rozdali o 7 asyst więcej i nie pozostawili wątpliwości, kto tego wieczora był lepszą drużyną. W zespole Śląska najwięcej punktów (16) zdobył Travis Trice, który dołożył do tego 6 asyst. Wśród rywali punktowało aż 10 zawodników, a na wyróżnienie zasłużył Clevin Hannah (20 oczek).

– Bardzo dobrze zaczęliśmy mecz, ale energii starczyło nam tylko na kilka minut. Za nami bardzo trudny okres wypełniony spotkaniami i podróżami. Ponadto dziś graliśmy z tylko jednym doświadczonym rozgrywającym. Mamy więc sporo problemów, a Andora to wystarczająco dobry zespół, by je wykorzystać. Nie mogę powiedzieć, że się nie staraliśmy, ale gołym okiem było widać brak sił w moim zespole. Z tego wynikały złe decyzje i dlatego wynik wygląda tak, jak wygląda – mówił po meczu trener Śląska, Andrej Urlep.

Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy i tak samo skończyć kiedyś musiała się seria zwycięstw Trójkolorowych. Końcowy wynik meczu w Andorze z pewnością nie napawa optymizmem, ale pamiętać trzeba o zaledwie dniu przerwy i długiej podróży po trudnym starciu w Dąbrowie Górniczej. Mamy nadzieję, że Trójkolorowi zdołają nieco odpocząć przed kolejnym wyzwaniem – walce o Suzuki Puchar Polski, która rozpocznie się już w piątek. W ćwierćfinale Trójkolorowi zmierzą się o 20:40 z Grupa Sierleccy Czarnymi Słupsk. Trzymajcie kciuki! Hej Śląsk!

Zdjęcia: Martin Imatge / MoraBanc Andorra

Udostępnij:

Tagi: 7DAYS EuroCupAndoraAndorraEuroCupkoszykówkaMoraBanc AndorrarelacjaśląskwksWKS Śląsk Wrocławwrocław

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Twój komentarz

cztery × cztery =