Pasjonujący mecz w Hali Stulecia! Zastal wygrywa po dogrywce

0

W pierwszym ligowym meczu w Hali Stulecia od wielu lat WKS Śląsk Wrocław przegrał z Enea Zastalem BC Zielona Góra. Mecz 16. kolejki Energa Basket Ligi obfitował w zwroty akcji i dostarczył mnóstwa emocji. Trójkolorowi rzucali nawet na zwycięstwo, ale ostatecznie górą po dogrywce byli goście. Podopieczni Olivera Vidina wygrali 88:85.

Do spotkania z aktualnym wicemistrzem Polski wrocławianie przystępowali w identycznym zestawieniu, jak kilka dni wcześniej w ramach rozgrywek 7DAYS EuroCup z Joventutem Badalona. Zastal z kolei przyjechał do stolicy Dolnego Śląska bez Brandena Fraziera, który opuścił zespół prowadzony przez Olivera Vidina. Jedni i drudzy przystępowali do poniedziałkowego meczu z bilansem 9 zwycięstw i 6 porażek, co zapowiadało ogromne emocje w Hali Stulecia. W wyjściowej piątce Śląska wybiegli Travis Trice, Kodi Justice, Ivan Ramljak, Aleksander Dziewa i Martins Meiers. Goście natomiast rozpoczęli w składzie Nemanja Nenadić, Devoe Joseph, David Brembly, Jarosław Zyskowski oraz Dragan Apić.

Pierwsze punkty w meczu zdobył spod kosza Meiers, dając prowadzenie Trójkolorowym. Na odpowiedź rywali nie trzeba było długo czekać, a skuteczną trójkę trafił Zyskowski. Dużo lepiej w mecz weszli jednak gospodarze, którzy punktowali zarówno w pomalowanym, jak i zza łuku za sprawą Justice’a. Na tak różnorodną grę Wojskowych przyjezdnym trudno było odpowiednio zareagować w defensywie, w związku z czym po niespełna 5 minutach trener Vidin zmuszony był do wykorzystania przerwy na żądanie (14:9). Po time-oucie jednak w dalszym ciągu to wrocławianie prowadzili grę, czego dopełnieniem był celny rzut zza łuku Dziewy, cztery kolejne „oczka” dołożone przez Meiersa i już 13-punktowa przewaga WKS-u (24:11). W końcowych fragmentach 1Q do gry włączył się jednak Nenadić, który zdobył 5 punktów z rzędu dla ekipy z Zielonej Góry i przewaga Śląska nieco stopniała (28:19). Dwie ostatnie akcje to popis Josepha i Trice’a – najpierw shooter Zastalu trafił zza łuku, a w ostatniej sekundzie kwarty ten wyczyn powtórzył rozgrywający Trójkolorowych i po 10 minutach było 33:24.

Drugą kwartę odrobinę lepiej rozpoczęli przyjezdni, którym w związku z błędami w ataku WKS-u udało się nadrobić kilka punktów – po celnej trójce Brembly’ego było już tylko 35:31. Później zza łuku trafił Joseph i Trójkolorowi prowadzili już tylko jednym „oczkiem”. To zmusiło trenera Urlepa do ponownego wprowadzenia na parkiet pierwszej piątki, która miała za zadanie znowu odskoczyć rywalom. Zamiast tego jednak to zielonogórzanie kontynuowali dobrą grę i po 5 minutach 2Q wyszli na pierwsze w meczu prowadzenie – 39:38. Gospodarzom szybko udało się ponownie wrócić do gry, a po dwóch celnych rzutach zza łuku – Dziewy i Justice’a – Śląsk prowadził 47:42. Gra na parkiecie w tej ćwiartce była jednak dużo bardziej wyrównana i Zastal z minuty na minutę czuł się coraz pewniej na parkiecie Hali Stulecia. W końcówce Wojskowi świetnie wykonywali rzuty wolne, co przełożyło się na wynik 51:44 na 50 sekund przed przerwą. Ostatecznie takim rezultatem zakończyło się też pierwsze 20 minut spotkania.

Po przerwie o wiele lepiej w grę weszli zielonogórzanie, którzy zdobyli 7 punktów z rzędu i z dość bezpiecznej przewagi gospodarzy nie zostało już nic – było 51:51, a o przerwę poprosił Andrej Urlep. Chwila odpoczynku ewidentnie pozytywnie wpłynęła na poczynania WKS-u, który ponownie zaczął regularnie punktować. Bardzo dobrze pod koszem radzili sobie Justice i Dziewa i na półmetku 3Q wygrywaliśmy 57:53. Olek miał natomiast na swoim koncie już 16 „oczek” i był najlepiej punktującym swojej drużyny, wspólnie z Meiersem (11) oraz Tricem (11). W tej ćwiartce oba zespoły miały duże kłopoty z wykończeniem akcji w ataku, a prowadzenie zmieniało się jak w kalejdoskopie. Raz prowadzili zielonogórzanie, a za chwilę WKS rzucał dwie trójki z rzędu i ponownie wysuwał się na czoło. Taka wymiana ciosów lepiej zakończyła się jednak dla gości, a to wszystko za sprawą fenomenalnie dysponowanego Zyskowskiego, który rozstrzelał Wojskowych i przed ostatnią kwartą miał na koncie już 26 punktów (!) i był absolutnie najjaśniejszą postacią swojej drużyny. Dzięki jego celnej „trójce” równo z syreną Zastal po 30 minutach prowadził 70:65.

Ostatnią kwartę od dwóch celnych rzutów wolnych rozpoczął Jakub Karolak, zmniejszając prowadzenie zielonogórzan (67:70). Przepychankę pod koszem Trójkolorowych wykorzystał natomiast Apić, który dołożył dwa punkty do zdobyczy gości i Wojskowi nie zbliżali się do swojego rywala. Po trzech minutach gry na parkiet powrócił jednak Trice i już w pierwszej akcji zaznaczył swoją obecność, trafiając za trzy i zmuszając trenera Vidina do wzięcia czasu (70:72). Chwilę później tytaniczną pracę w obronie wykonał Karolak, a łatwe punkty w kontrze zdobył Kolenda i na tablicy znowu widniał remis. Zachowanie Kuby udzieliło się też reszcie drużyny, a Langevine w świetny sposób zatrzymał Apicia i po chwili Śląsk wrócił z bardzo dalekiej podróży oraz wrócił na prowadzenie. Ponownie do gry włączył się Trice, który z ręką Josepha trafił zza łuku i było 76:72. Zastal jednak ponownie dogonił rezultat i szykowała się piorunująca końcówka, którą trójką rozpoczął Karolak (79:76). Później oglądaliśmy rzuty wolne z obydwu stron i na nieco ponad minutę przed końcem WKS prowadził 80:78. Żadna z drużyn nie zamierzała jednak odpuszczać – jak na medalistów Energa Basket Ligi przystało – a niesamowicie zażarta końcówka została przypieczętowana fenomenalnym rzutem zza łuku Nenadicia, po której było 81:81 na 24 sekundy przed końcem. Śląsk mógł przeprowadzić akcję na zwycięstwo – piłkę w rękach miał Trice, ale ta zakręciła się na obręczy, nie wpadła do kosza i w Hali Stulecia czekała nas dogrywka.

Dodatkowe pięć minut od trzech punktów rozpoczął Joseph, dając ekipie przyjezdnych prowadzenie 84:81. Zdobywanie punktów jednak przychodziło obydwu zespołom z ogromną trudnością, przez co po czterech minutach grania wynik na tablicy brzmiał 84:84. Piłkę miał Śląsk, ale Justice nie trafił zza łuku i ostatnie 30 sekund zaczynaliśmy przy wyniku remisowym. Indywidualnym wjazdem pod kosz popisał się Andy Mazurczak, który był faulowany przy próbie rzutu i wykorzystał oba rzuty wolne. Na 15 sekund przed końcem dogrywki Zastal prowadził więc dwoma punktami, a piłkę miał WKS. Trice w trakcie rozgrywania akcji był nieprzepisowo zatrzymywany, ale w najważniejszym momencie meczu udało mu się wykorzystać tylko jedną próbę z linii, przez co na 7,7 sekundy przed końcem zielonogórzanie prowadzili 86:85 i mieli piłkę. Kolejne rzuty wolne wykonywał Joseph i wykorzystał je bezlitośnie, ustalając wynik na 88:85 dla Enea Zastalu BC Zielona Góra.

Jak niesamowicie wyrównany był to mecz, pokazują także statystyki. Zastal miał o jedną zbiórkę i pięć asyst więcej od WKS-u, ale za to zanotował dwa razy mniej przechwytów (5-10). Skuteczność z gry obu drużyn nie powalała – w przypadku gości było to 42%, a u gospodarzy zaledwie 38%. Ponadto Wojskowi znów często pudłowali z linii (tylko 21 trafionych rzutów wolnych na 31 prób), co w końcowym rozrachunku mogło kosztować ich zwycięstwo. W drużynie Śląska najwięcej punktów zanotowali Travis Trice (21) i Aleksander Dziewa (17). Bezsprzecznym bohaterem spotkania był jednak Jarosław Zyskowski, który zdobył aż 26 „oczek”.

– Bardzo dobrze rozpoczęliśmy mecz i dzięki temu udało nam się zbudować przewagę. Niestety zawodnicy, którzy weszli na boisko z ławki, nie byli odpowiednio skoncentrowani. Zastal wrócił do gry, a na domiar złego bardzo źle rozpoczęliśmy drugą połowę. Goście zdobyli 7 punktów z rzędu i wyrównali. W końcówce przegraliśmy wygrany mecz. Nenadić miał za dużo miejsca na otwarty rzut w bardzo ważnej akcji. W dogrywce z kolei o wyniku zadecydowała lepsza skuteczność Zastalu z rzutów wolnych – mówił po meczu trener Śląska, Andrej Urlep.

Za nami kolejne efektowne widowisko w wypełnionej kibicami koszykówki Hali Stulecia. Świetna atmosfera na trybunach stworzona przez fanów obu drużyn, sporo atrakcji i bardzo emocjonujący mecz – chciałoby się powiedzieć, że do pełni szczęścia zabrakło jedynie korzystnego wyniku. Póki co arena przy ulicy Wystawowej po wielkim powrocie jest dla nas pechowa, ale wierzymy, że w Nowy Rok rozpoczniemy nową serię – serię zwycięstw. 1 stycznia o 19:00 w Hali Stulecia zmierzymy się z Arged BM Stalą Ostrów Wielkopolskim. Wasze wsparcie będzie niezbędne, by w końcu po latach triumfować w naszym koszykarskim domu – bilety możecie kupić na naszej stronie internetowej w zakładce „KUP BILET” lub pod adresem wks-slask.abilet.pl. Hej Śląsk!

Udostępnij:

Tagi: Andrej UrlepeblEnea Zastal BC Zielona Góraenerga basket ligaHala StuleciaplkrelacjaśląskwksWKS Śląsk Wrocławwrocławzastalzielona góra

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Twój komentarz