Na finał musimy jeszcze poczekać…

0

To był jeden z najzimniejszych pryszniców w historii polskiej koszykówki. Grupa Sierleccy Czarni Słupsk niespodziewanie zmiażdżyli w Hali Orbita WKS Śląsk Wrocław 123:60 i wciąż mają szansę na awans do finału. Trójkolorowi w całej serii prowadzą 2:1, ale bez dwóch zdań muszą mieć się na baczności. 

Nikogo nie trzeba było dodatkowo motywować. Każdy znał stawkę tego spotkania. Wygrana Śląska oznaczała zameldowanie się w finale rozgrywek polskiej ligi po raz pierwszy od 18 lat. Trójkolorowi stanęli przed ogromną szansą na zapisanie się do kart historii. Wystarczyło tylko i aż zwyciężyć. Andrej Urlep nie kombinował i postawił na zaufanych graczy. W wyjściowej piątce pojawili się: Travis Trice, Łukasz Kolenda, Ivan Ramljak, Kerem Kanter i Martins Meiers.

Czarni od początku spotkania grali z nożem na gardle i zadziałało to na ich korzyść. W półtorej minuty zdołali zdobyć aż dziesięć punktów i wyglądali być może najlepiej od początku całej serii. Do pierwszej przerwy na żądanie podopieczni Mantasa Cesnauskisa prowadzili już 18:5. Przyjezdni zdołali zniwelować rażącą nieskuteczność z poprzednich spotkań, a Trójkolorowi mogli jedynie się przyglądać ich fantastycznej grze.

Po chwili oddechu dalej mieliśmy ogromne kłopoty z rozpędzoną maszyną słupszczan. Rewelacyjny beniaminek dzięki szybkiemu rozgrywaniu i dobrej decyzyjności konsekwentnie udowadniał, że nie przez przypadek zakończył sezon zasadniczy na pierwszym miejscu. Nadzieją dla Śląska były indywidualne zrywy. Kodi Justice już nie raz pokazywał, że potrafi dać impuls i ślicznym eurostepem zakończonym floaterem doprowadził wygłodniałych kibiców do ekstazy. To jednak dużo nie zmieniło. Czarni rządzili na parkiecie i zakończyli pierwszą kwartę, prowadząc 39:22.

Na starcie drugiej kwarty wielkim heroizmem wykazał się najlepszy obrońca PLK – Ivan Ramljak. Chorwat podczas jednej akcji dwukrotnie zebrał piłkę w ofensywie, a chwilę później faulowany Kerem Kanter wykorzystał obie próby z linii wolnych. Jednak mimo naszych starań nie potrafiliśmy zatrzymać Czarnych w ataku. Ich skuteczność była imponująca i choć nasza defensywa dwoiła się i troiła – nie przynosiło to oczekiwanych efektów.

Na pewno warto zaznaczyć, iż nasza gra z piłką uległa poprawie. Choć Travis Trice był mocno odcinany od naszych ataków, to jego brzemię na swoje barki potrafili wziąć zarówno Justice, jak i Kolenda. Niestety nie spowodowało to odrobienia choć części strat. Z frustrowaniem przyglądaliśmy się kolejnym celnym rzutom rywala i momentami wręcz przecieraliśmy oczy ze zdumienia. Czarni do przerwy zaserwowali nam pokaz koszykówki najwyższych lotów i prowadzili aż 68:38.

W trzeciej kwarcie chcieliśmy liczyć na cud, który niestety się nie wydarzył. Śląsk nie grał tak źle, jak w pierwszej odsłonie i próbował unicestwiać wszystkie próby Czarnych, lecz oni tego dnia byli po prostu niemalże nieomylni. Słupszczanie kontrolowania wydarzenia na parkiecie i pozbawili nas złudzeń o odwrócenie losów spotkania.

Gdybyśmy mieli opisywać każdy udany rzut zza łuku Czarnych, to zapewne brakłoby miejsca.  My natomiast rzuciliśmy celnie za trzy zaledwie trzy razy na 17 (!!!) prób. Ta fatalna statystyka z akcji na akcję tylko się pogarszała. A Czarni – już pewni zwycięstwa – przed ostatnią ćwiartką prowadzili 93:55.

Podczas czwartej kwarty kibice Śląska przeżyli niemały dramat. W ósmej minucie parkiet opuścił kontuzjowany Kerem Kanter, który w ostatnich tygodniach był jednym z liderów wrocławskiej drużyny. Na ławce usiedli też m. in. Trice II, Ramljak i Aleksander Dziewa. Wojskowi wyglądali na zrezygnowanych i tak też grali.

Natomiast Czarni wyśrubowali dwa własne rekordy: liczby zdobytych punktów oraz trafionych rzutów za trzy podczas jednego spotkania. Słupszczanie już nie raz w tym sezonie prezentowali się fantastycznie, ale trzeci mecz półfinałowy zagrali po prostu kosmicznie. Wszystko od początku do końca wychodziły im fenomenalnie i niestety zasłużenie zwyciężyli 123:60.

Po takim spotkaniu trudno wyróżnić kogokolwiek. Dla Śląska najwięcej punktów (14) zdobył Travis Trice, drugi w tymże zestawieniu był Kodi Justice (10). Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w obozie Czarnych. Fenomenalne zawody rozegrał Billy Garrett, który rzucił 33 oczka. 22 punkty uzbierał z kolei Anthony Marcus Lewis. Oprócz wyżej wymienionej dwójki jeszcze czterech zawodników ze Słupska zdobyło więcej niż 10 punktów w tym wychowanek Śląska Jakub Musiał (15 pkt., 3/4 za trzy). Warto też wspomnieć, że nasi rywale trafili w Orbicie aż 23/36 trójek.

– W swojej trenerskiej karierze nigdy nie widziałem takiego spotkania, takiej skuteczności. Chciałbym przeprosić kibiców. Mam nadzieję, że zrozumieją, że takie mecze też mogą się zdarzyć. Potrzebujemy wsparcia, które dostawaliśmy od nich przez cały sezon.” – krótko skomentował na pomeczowej konferencji trener Andrej Urlep.

Co się stało, to się nie odstanie. Cały czas prowadzimy w serii i cały czas potrzebujemy tylko i aż jednego zwycięstwa. To był kubeł zimnej wody, który mamy nadzieję podziała motywująco na nasz zespół. We wtorek 10 maja czwarte spotkanie półfinałowe, w którym powalczymy o każdy centymetr parkietu. Początek o godz. 20:20 w Hali Stulecia. Hej Śląsk!

 

 

 

Udostępnij:

Tagi: Czarni Słupskenerga basket ligaGrupa Sierleccy-Czarni Słupskhala orbitakoszykarski Śląskplay-offplkplpółfinałŚląsk Wrocław

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Twój komentarz