Kosztowny przestój w ostatniej kwarcie. King wygrywa ze Śląskiem

0

W meczu 27. kolejki Energa Basket Ligi Śląsk Wrocław przegrał na wyjeździe z Kingiem Szczecin 65:79. WKS przed ostatnią kwartą prowadził ośmioma punktami, ale w niej zagrał bardzo źle i do stolicy Dolnego Śląska wraca z tylko jednym oczkiem. Najwięcej punktów dla Trójkolorowych (17) zdobył Kyle Gibson.

Po raz pierwszy od dłuższego czasu Oliver Vidin miał do dyspozycji wszystkich zawodników, a drużynę niedawno wzmocnił także Maciej Bender. Nasz nowy środkowy na debiut musi jednak jeszcze nieco poczekać, a w czwartkowym spotkaniu serbski trener desygnował do gry następującą wyjściową piątkę: Strahinja Jovanović, Kyle Gibson, Ivan Ramljak, Aleksander Dziewa i Michał Gabiński. W Kingu z powodu kontuzji nie wystąpił Maciej Lampe, a trener Jesus Ramirez wybrał wyjściowy skład w postaci: Tookie Brown, Rodney Purvis, Mateusz Zębski, Cleveland Melvin i Mateusz Bartosz.

Śląsk zaczął mecz bardzo zmotywowany i naładowany energią – być może aż za bardzo. Co prawda cztery pierwsze punkty zdobyli Dziewa i Jovanović, ale kolejnych dwanaście padło łupem szczecinian. Trójkolorowi niepotrzebnie spieszyli się z przejściem z obrony do ataku, co spowodowało kilka prostych strat prowadzących do punktów przeciwnika. Wojskowi wydawali się też nieco źle zorganizowani w obronie i parę razy zbyt łatwo pozwolili Kingowi przedostać się pod własny kosz.

Sygnał do odrabiania strat dał Jovanović, a na parkiecie po raz pierwszy po kontuzji pojawił się Ben McCauley. WKS jednak na kolejne długie trzy i pół minuty zaciął się w ofensywie, z dużymi problemami konstruując akcje i często oddając wymuszone rzuty z trudnych pozycji pod presją zegara. Po drugiej stronie parkietu regularnie punktował tercet Brown-Melvin-Zębski i w pewnym momencie było już 19:6. Końcówka pierwszej kwarty należała jednak do Śląska i po punktach Gibsona oraz Szlachetki przegrywaliśmy 10:19.

Druga część gry zaczęła się od punktów Michaela Fakuade, ale chwilę później niezbędny impuls dał celnym rzutem zza łuku Gabiński. W kolejnych akcjach skutecznie wymuszaliśmy faule, a z linii zapunktowali Jovanović (czterokrotnie) i Stewart (dwukrotnie). Ławka Śląska niezwykle żywiołowo reagowała na boiskowe wydarzenia – chwilami aż zbyt wybuchowo, bo za zachowanie rezerwowych ukarani zostaliśmy faulem technicznym. Rzut wolny wykorzystał Dominik Wilczek, punkty dorzucił Brown i King prowadził 26:19.

Cała pierwsza połowa była niezbyt udana ofensywnie w wykonaniu obu drużyn. Ostatnie pięć minut drugiej kwarty było jednak prawdziwym popisem szczelnej obrony Śląska. Tym razem to rywale oddawali wymuszone rzuty pod presją czasu oraz obrońców WKS-u i tracili piłkę przez proste techniczne błędy. Po stronie Trójkolorowych trafił Dziewa, a chwilę później kapitalnym alley-oopem popisał się duet Gibson-Stewart. Ta akcja uskrzydliła Elijaha, który za moment trafił z półdystansu równo z syreną oraz dołożył do tego celną trójkę. Wojskowi po raz pierwszy od dawna wyszli na prowadzenie, ale stracili je w ostatnich sekundach przed przerwą za sprawą punktów Zębskiego. King po 20 minutach prowadził 29:28.

Jak zakończyliśmy drugą kwartę, tak też zaczęliśmy trzecią – z impetem w ataku i szczelną defensywą. Pod koszem znów skutecznie powalczył Dziewa, trójkę trafił Gabiński, z linii tradycyjnie już zapunktował Jovanović. King odpowiedział jednak swoją serią punktową w wykonaniu Zacha Thomasa, Bartosza i Zębskiego. WKS zareagował trafiając kolejne rzuty zza łuku – najpierw celnie przymierzył Gibson, a chwilę później Gabiński, który trafił w tym meczu trzy na trzy próby z dystansu. Śląsk prowadził 41:37.

To prowadzenie udało się jeszcze powiększyć za sprawą celnych rzutów wolnych. King znów na dłuższy moment przestał punktować i mieliśmy już 7 punktów zapasu. Impas gospodarzy dwoma skutecznymi akcjami przerwał jednak Fakuade, zza łuku trafił Wilczek i nasza przewaga momentalnie stopniała. W szarpanej trzeciej kwarcie ostatnie słowo należało jednak do Śląska. Gibson trafił z półdystansu, zaliczył akcję 2+1 i dołożył punkt po faulu technicznym trenera gospodarzy. Dwie skuteczne akcje zanotował też Mateusz Szlachetka, a w ciągu ostatniej minuty tej części gry udało się nam zwiększyć przewagę z 48:46 do 54:46!

To były jednak ostatnie dobre informacje dla kibiców WKS-u w tym meczu. 0:19 – wynik pierwszych pięciu minut ostatniej kwarty mówi sam za siebie. Trójkolorowi nie byli w stanie znaleźć żadnej drogi do kosza przeciwnika, zaliczając jeden z najsłabszych fragmentów gry w całym sezonie. Przerwy na żądanie trenera Vidina nie przynosiły skutku, a na domiar złego gospodarze rozkręcili się i złapali dobry rytm w ataku. Celne trójki Wilczka, sporo punktów Browna, dwie akcje 2+1 i zwycięstwo w tym meczu zaczęło nam odjeżdżać w ekspresowym tempie.

Choć przegrywaliśmy 54:65, nie wszystko było stracone. Dwukrotnie zza łuku przymierzył Gibson, a z linii zapunktowali Szlachetka i Ramljak. Szczecinianie mieli jednak odpowiedź na każdą z naszych akcji i nie pozwolili nam zbliżyć się na mniej niż sześć punktów. Akcje Fakuade i Browna były gwoździem do trumny, a czwarta w meczu trójka Wilczka kopaniem leżącego. King Szczecin wygrał ostatnią kwartę aż 33:11 i cały mecz 79:65, bezbłędnie punktując wszystkie słabości Śląska w ostatniej kwarcie.

Czwartkowe spotkanie było długimi okresami mocno przeciętne ofensywnie i szarpane z obu stron. King i WKS często zaliczały serie punktowe, a ta najwyższa – 19:0 w czwartej kwarcie – dała zwycięstwo ekipie Jesusa Ramireza. Śląsk tylko dwukrotnie zdobył w tym sezonie mniej punktów w meczu, a skuteczność na poziomie 37% z gry i 40% za dwa z pewnością nie napawa optymizmem. Rywale zdominowali też walkę na tablicach, wygrywając zbiórkę aż 41:27 i 15 razy łapiąc piłkę po atakowanej stronie parkietu. King zdobył też 29 punktów z ławki przy 17 Śląska. Trójkolorowym nie pomogła 90-procentowa skuteczność z linii i zaliczenie 8 przechwytów. Najwięcej punktów dla WKS-u (17) zdobył Kyle Gibson, który dołożył do tego 4 asysty. Wśród szczecinian najskuteczniejszy był Tookie Brown (21 oczek).

– Zasłużenie przegraliśmy ten mecz w ostatniej kwarcie, kiedy zabrakło nam energii. Zaczęliśmy już przygotowania do fazy play-off i zawodnicy przez cały tydzień ćwiczyli bardzo ciężko zarówno z trenerem przygotowania motorycznego, jak i z piłką. Obawiałem się więc, że taka sytuacja może się zdarzyć, a gdy zabrakło nam sił i koncentracji, wszystko się posypało. Z pozytywów, chciałbym wyróżnić Michała Gabińskiego za dobry występ. Z kolei Ben McCauley potrzebuje czasu, by wrócić do optymalnej formy, bo dziś zagrał 15 minut i zanotował 0/4 z gry. Z lekką kontuzją grał Ivan Ramljak, ale nie możemy szukać wymówek. Niezależnie od intensywności treningów powinniśmy być przygotowani na każdy kolejny mecz, jeśli chcemy utrzymać drugie miejsce przed fazą play-off – oceniał na pomeczowej konferencji prasowej trener Śląska, Oliver Vidin.

– Między trzecią a czwartą kwartą nasza gra się posypała, co zdarzyło się już drugi raz w tym sezonie. Wydaje mi się, że wynika to z braku koncentracji i dojrzałości nas jako zespołu. Jako kapitan biorę odpowiedzialność za ten stan rzeczy, bo w takich momentach powinienem reagować i pobudzać drużynę do walki. Sezon to jednak nie jest sprint, tylko maraton. Dzisiejsza przegrana jest niepokojąca, ale jeszcze nic straconego. Musimy wyciągnąć wnioski i zagrać lepiej w kolejnych spotkaniach – dodawał Michał Gabiński.

Przestój w czwartej kwarcie i przegrana w Szczecinie bez wątpienia bolą, ale nie niosą ze sobą poważnych konsekwencji. Nawet jeśli Śląsk straci drugie miejsce, za tydzień w Warszawie będzie miał szansę je odzyskać, mierząc się z bezpośrednim rywalem o pozycję w tabeli, czyli Legią. Pozostaje nam wierzyć w słowa trenera Vidina i mieć nadzieję, że szczyt formy Trójkolorowi rzeczywiście osiągną w fazie play-off, kiedy rozegrają najważniejsze mecze sezonu. Kto wie, może będziemy mieli wtedy okazję zrewanżować się Kingowi? Hej Śląsk!

Udostępnij:

Tagi: eblenerga basket ligakingking szczecinmichał gabińskiOliver Vidinplkrelacjaśląskśląsk wrocławszczecinwkswrocław

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Twój komentarz

four × 4 =