Po pełnym dramaturgii spektaklu w Hali Stulecia WKS Śląsk Wrocław przegrał po dwóch dogrywkach z Arisem Saloniki 113:107.
Starcie to rozkręcało się powoli – po blisko trzech minutach mieliśmy remis 5:5. Dopiero wtedy na pięć oczek prowadzenia wyszli goście. W pewnym momencie ni stąd ni zowąd na tablicy wyników zrobiło się 15:7 dla Greków i trzeba było gonić. A najlepszym sposobem na odrobienie strat jest trafianie zza łuku. Tak też uczynił Błażej Kulikowski i choć Danilo Andjusić trafił jeden z rzutów wolnych, to dobra obrona i przechwyty sprawiły, ze zrobiło się tylko +2. Wtedy do głosu ponownie doszli gracze Arisu, ale dzięki zdobyczom Kulikowskiego z dystansu Śląsk cały czas był blisko. Ostatecznie po premierowej kwarcie goście prowadzili 24:19.
A przewagę w kolejnych 10-ciu minutach powiększał duet Andjusić – Forester. Na posterunku byli jednak Jared Coleman-Jones i Issuf Sanon, ale po dwóch minutach zawodnicy z Salonik prowadzili już +11. I jak w Arisie działał duet serbsko-amerykański, tak u gospodarzy „zatrybiła” para kanadyjska: Kadre Gray i Noah Kirkwood, którzy razem zanotowali serię 8-0 dająca jedno posiadanie różnicy. Następnie oglądaliśmy festiwal rzutów wolnych, gdyż obie drużyny miały przekroczony limit przewinień już po pięciu minutach. I wtedy wkroczył on – dość niespodziewany aktor tej sztuki, a mianowicie Błażej Czerniewicz. 23-latek w ciągu dwóch minut trafił wszystkie trzy próby z dystansu czym dał Trójkolorowym prowadzenie do przerwy 50:48.
Ten sam przypomniał o sobie trenerowi Miliciciowi już po powrocie na parkiet, kiedy na 100% skuteczności dołożył czwartą trójkę. Następnie dwie skuteczne akcje Kirkwooda i wrocławianie byli na sześciopunktowej przewadze. Ta się utrzymywała przez pewien czas między innymi za sprawą (co warto podkreślić) piątego celnego trafienia zza łuku Błażeja Czerniewicza. Szybko to prowadzenie jednak stopniało, gdy w niecałą minutę Jones i Andjusić zanotowali pięć oczek. Gdy upływały kolejne minuty obie ekipy szły punkt za punkt z delikatnymi przewagami raz na jedną, a raz na drugą stronę. Przed finałową partią o jedno oczko z przodu byli rywale.
Podobnie do końcówki trzeciej odsłony wyglądał start kolejnej. Delikatnie na plus jednak byli wrocławianie. Zazwyczaj był to jeden-dwa punkty przewagi. Aż do połowy tej kwarty gdzie po wsadzie Jakuba Urbaniaka i trójce Noah Kirkwooda Trójkolorowi wyszli na pięć oczek przewagi. I tak samo jak w poprzedniej części gry dwie szybkie akcje i seria 5-0 Greków doprowadziła do remisu. Koszykarskie przeciąganie liny trwało aż do ostatniej minuty. Wtedy Kirkwood celną trójką dał dwa punkty przewagi Śląskowi, ale rzut spod samej obręczy Jonesa na 0,03 sekundy sprawił, że w Hali Stulecia mieliśmy dogrywkę.
Ta dobrze się rozpoczęła dla gospodarzy – otworzył ją wsadem Jakub Urbaniak, a po przechwycie Sanona, Kirkwood był sam na sam z obręczą. Gdy kolejnym dunkiem młodego Polaka WKS odskoczył na cztery punkty szybko został skarcony trójką przez Andjusicia. Tuż przed samą końcową syreną rywale byli na +3 i trzeba było trafienia z dystansu. Tym zagraniem popisał się Angel Nunez i przy wyniku 98:98 mieliśmy kolejne extra pięć minut. W nich Trójkolorowi trzymali się dość długo jednak nieskuteczność pod obręczą i mało czasu sprawiły, że przy +3 dla Arisu niecelnie przymierzył Nunez i to goście finalnie wyszli z tego boju zwycięsko.
Najlepszymi graczami Śląska byli Noah Kirkwood (24 pkt., 7 as.), Błażej Czerniewicz (17 pkt., 2 zb.) i Kadre Gray (15 pkt., 7 as.). Wśród zawoników z Hellady wyróżniali się Danilo Andjusić (26 pkt., 6 as.) i Elijah Mitrou-Long (26 pkt., 4 zb.).
Przed Trójkolorowymi teraz kolejne spotkanie w ORLEN Basket Lidze. W hicie kolejki do Wrocławia przyjedzie Energa Trefl Sopot. Ten mecz już 24 stycznia o godzinie 17:30 w Hali Orbita. Bilety są dostępne na wks-slask.abilet.pl.



































