Po świetnej pierwszej połowie WKS Śląsk Wrocław pokonał w Lublinie PGE Start 98:91. Przed przerwą reprezentacyjną Trójkolorowi mają bilans 5:3 w ORLEN Basket Lidze.
Od mocnego uderzenia rozpoczęli to spotkanie gospodarze – po dwóch celnych trójka Quinciego Forda lublinianie prowadzili 8:4. Później jednak skutecznie zapunktował spod obręczy Stefan Djordjević, a w kolejnych 24 sekundach faulowany przy rzucie za trzy był Kadre Gray, który wykorzystał dwa rzuty wolne. Trójkolorowi następnie zanotowali świetną serię trafień zza łuku – aż trzy z rzędu. W połowie premierowej kwarty zawodnicy Ainarsa Bagatskisa całkowicie odjechali rywalom, którzy przez pięć minut zdobyli zaledwie 10 oczek. W tym czasie spod kosza trafiali Kirkwood i grający bardzo dobre zawody kapitan Jakub Nizioł. Po pierwszych 10 minutach Śląsk prowadził 32:23.
A kolejną odsłonę otworzył Angel Nunez trafieniem z faulem. Właśnie do Dominikańczyka należały kolejne sekundy, w których łącznie zanotował aż siedem punktów przy trzech gospodarzy. Gdy Ajdin Penava ponownie spenetrował strefę podkoszową trener Wojciech Kamiński poprosił o przerwę. Ta przyniosła pojedyncze rezultaty w postaci trafienia Forda i O’Reilliego, ale to WKS dyktował warunki. Po pięciu minutach i wsadzie Jakuba Urbaniaka z przewinieniem Filipa Puta zrobiło się już +19 i szkoleniowiec lublinian zatrzymał grę. Pomimo krótkiego dobrego fragmentu gry Startu to łotewski trener także poprosił o przerwę. Przewaga Trójkolorowych przez pewien czas utrzymywała się na poziomie 20 punktów. Na przerwę schodziliśmy z rezultatem 62:44.
Po powrocie na parkiet gra się delikatnie zmieniła. Nie wiadomo czego to kwestia, ale rzuty gości zaczęły wypadać z kosza, a to napędzało tylko Start. Szybko trener Bagatskis poprosił o czas widząc co się dzieję na parkiecie. Wtedy natarcie lubelskiej drużyny lekko ustało, a Trójkolorowi mogli wrócić do regularnego punktowania. A to za sprawą skutecznych rzutów wolnych Stefana Djordjevicia i Jakuba Nizioła, a także prostych lay-upów Ajdina Penavy. Mimo to przed ostatnią partią przewaga WKS-u zmniejszyła się do 13 punktów.
Tę celnym wsadem zaczął Jakub Urbaniak. Następnie dobrym wjazdem pod kosz popisał się Błażej Kulikowski i ponownie Urbaniak. Wtedy wdarł się przestój i Trójkolorowi zaczęli notorycznie faulować przez co szybko przekroczono limit przewinień. Niemoc przerwał dopiero Błażej Kulikowski trafieniem zza łuku. Na ostatnie ponad cztery minuty główną rolę zaczęli odgrywać arbitrzy tego spotkania, którzy między innymi nie odgwizdali faulu na Noah Kirkwoodzie i w konsekwencji tego za dyskusje faulem technicznym ukarany został trener Śląska. W ten oto sposób na tablicy widniał rezultat 87:83 i na parkiecie mieliśmy emocje do ostatnich sekund. Ale te były jednak pod kontrolą gości tego spotkania – dobrze wymuszone faule ofensywne rywali i kontry w postaci dwóch wsadów Djordjevicia na koniec przypieczętowały zwycięstwo.
Najlepszymi graczami Trójkolorowych byli Jakub Nizioł (24 pkt., 6 zb., 3 as.), a także Stefan Djordjević (16 pkt., 5 zb.). Wśród zawodników Startu wyróżniali się Elijah Hawkins (23 pkt., 3 zb.) oraz Tevin Mack (18 pkt., 3 zb.).
Przed wrocławianami teraz przerwa reprezentacyjna. Do grania Śląsk powróci 4 grudnia, gdzie w ostatnim meczu pierwszej rundy EuroCupu zmierzy się na wyjeździe z Cedevita Olimpiją Lublana.



































