Tak blisko, a tak daleko. Śląsk wciąż bez wygranej w EuroCupie

0

Śląsk Wrocław przegrał po dogrywce 77:81 z Dolomiti Energia Trento w wyjazdowym meczu 5. kolejki 7DAYS EuroCup. Trójkolorowi prowadzili przez większość spotkania, ale w końcowych minutach niestety nie byli w stanie przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę. 17 punktów i 15 zbiórek zanotował Kerem Kanter.

Trójkolorowi rozpoczęli spotkanie piątką Travis Trice, Łukasz Kolenda, Ivan Ramljak, Kerem Kanter i Cyril Langevine – doszło więc w niej do jednej zmiany: Kerem zastąpił Michała Gabińskiego. Ponadto w składzie meczowym Śląska po raz pierwszy znalazł się zakontraktowany niedawno Łotysz Martins Meiers.

Gospodarze rozpoczęli mecz od celnych rzutów zza łuku Johnathana Williamsa i Camerona Reynoldsa, dzięki którym wysunęli się na kilkupunktowe prowadzenie. Śląsk odpowiedział dwoma ładnymi podaniami Trice’a, po których łatwe punkty zdobyli Langevine i Kanter. Chwilę później firmowym przechwytem popisał się Ramljak, a kolejne oczka po asyście Travisa zanotował Kerem. Ogólnie rzecz biorąc Trójkolorowi mieli jednak spore problemy ze skutecznością i w połowie pierwszej kwarty przy stanie 6:12 trener Andrej Urlep poprosił o czas. Przerwa na żądanie w połączeniu ze zmianami przyniosła oczekiwane rezultaty – chwilę po wejściu na parkiet pierwsze punkty i blok w barwach WKS-u zanotował Meiers. Wojskowi znacznie poprawili także grę w obronie, odcinając gospodarzom wszelkie drogi do zdobywania punktów. W ofensywie z kolei zawodnicy Śląska wywalczyli kilka rzutów wolnych i dzięki ich skutecznej egzekucji wyrównali stan spotkania. W kapitalnym stylu pierwszą część gry zakończył Jakub Karolak, który dwukrotnie trafił zza łuku – drugi raz równo z syreną kończącą kwartę! Po 10 minutach Śląsk prowadził 23:16.

Po krótkiej przerwie Wojskowi zaliczyli mały przestój, który zakończyły kolejne punkty Meiersa i efektowny wjazd pod kosz Kolendy. Jeszcze bardziej widowiskowy był jednak wsad z faulem Desonty Bradforda, po którym na tablicy wyników ponownie widniał remis. Następne minuty to dobry okres gry defensywnej WKS-u – podopieczni Emanuele Molina często uciekali się do rzutów z dystansu, które nie były nawet blisko celu. Śląsk również miał problemy ze zdobywaniem punktów, a piłka po rzutach Kolendy czy Trice’a bardzo pechowo „wyskakiwała” z obręczy. Pięć punktów dla Trójkolorowych z rzędu zdobył Aleksander Dziewa, ale po trójce Camerona Reynoldsa Dolomiti Energia Trento wróciła na prowadzenie (33:32). Ten stan rzeczy nie trwał jednak długo – po celnym rzucie z półdystansu Justice’a i punktach z linii Dziewy oraz Ramljaka to WKS schodził do szatni wygrywając 38:34. Śląsk w pierwszej połowie słabo rzucał za trzy (2/13) i nieznacznie przegrywał zbiórkę (19-23), ale wywalczył aż 16 rzutów wolnych, które zamienił na 14 punktów. Oczka na swoim koncie przez 20 minut zapisało aż ośmiu Trójkolorowych, a więc wszyscy zawodnicy z Wrocławia, którzy pojawili się na boisku oprócz – co zaskakujące – Travisa Trice’a.

Co los zabrał w pierwszej połowie, oddał w drugiej. Tym razem po rzucie z dalekiego dystansu Kolendy piłka szczęśliwie odbiła się od obręczy i wpadła do kosza, a chwilę później Łukasz zdobył kolejne punkty. Trento odpowiedziało trójką Reynoldsa i punktami spod kosza Wesley’a Saundersa. Następnie pod presją czasu z półdystansu trafił Ramljak, a dwa rzuty wolne wykorzystał Kanter. Gospodarze nie pozwalali jednak odskoczyć podopiecznym Andreja Urlepa na więcej niż kilka punktów, choć mieli duże problemy z egzekucją rzutów osobistych i czystych pozycji z dystansu. Kolejne punkty dla WKS-u zanotowali Kodi i Kerem, ale czwarty faul popełnił Meiers, co znacznie ograniczyło moc Wojskowych pod koszem. W końcówce kwarty dwa rzuty pod presją zegara trafił jednak Justice, dzięki czemu przed ostatnimi 10 minutami prowadziliśmy 57:51.

Czwarta kwarta zaczęła się od trójki Karolaka i akcji 2+1 oraz celnego rzutu z półdystansu Diego Flaccadoriego. Chwilę później dobry fragment zaliczył Justice, który najpierw przechwycił piłkę i zapewnił łatwe punkty Olkowi Dziewie, a chwilę później wymusił faul w ataku gospodarzy. Następnie po kapitalnym podaniu Kantera na pusty kosz trafił Karolak, ale dwiema celnymi trójkami z rzędu „odwdzięczył się” Flaccadori. Niespełna pięć minut przed końcem meczu drużyna Andreja Urlepa prowadziła 65:62. Niestety w kolejnych akcjach Trójkolorowym brakowało skuteczności, a po zbyt łatwym wjeździe pod kosz Bradforda gospodarze wyrównali stan meczu na 67:67. Na zegarze pozostawały dwie minuty, a w poczynania obu zespołów wkradło się bardzo dużo chaosu i przez dłuższy czas żadna z drużyn nie była w stanie zdobyć punktów. Ten stan rzeczy dopiero 38 sekund przed końcem meczu przerwał Diego Flaccadori, który na domiar złego był faulowany przez Ivana Ramljaka. Włoch na szczęście nie wykorzystał rzutu osobistego, a w kolejnej akcji swoje pierwsze punkty skutecznym wjazdem pod kosz zdobył Travis Trice. Na tablicy widniał wynik 69:69, a do ostatniej syreny pozostawało 25 sekund – gospodarze mieli szansę przeprowadzić akcję na zwycięstwo. Sprawy w swoje ręce znów wziął Flaccadori, ale tym razem jego rzut był dobrze broniony przez Wojskowych i nie znalazł drogi do kosza. W BLM Group Arena czekała nas dogrywka.

Tę zdecydowanie lepiej zaczęli zawodnicy z Trydentu. Najpierw za dwa trafił Williams, a następnie Bradford celnie przymierzył zza łuku pomimo rąk zawodników Śląska przed twarzą. Część strat udało się odrobić, gdy punkty spod kosza zdobył Kanter, ale chwilę później po raz kolejny celnie rzucił Flaccadori. Na domiar złego zza łuku trafił Bradford, co ostatecznie okazało się gwoździem do trumny Śląska. Nadzieje dawały jeszcze punkty Karolaka i Kantera, ale gospodarze za każdym razem potrafili skutecznie odpowiedzieć. Ostatecznie Dolomiti Energia Trento zwyciężyło 81:77.

Pomimo bolesnej porażki na wyróżnienie bez wątpienia zasługuje postawa Kerema Kantera, który zanotował wręcz potężne double-double. Turek zapisał na swoim koncie 17 punktów i 15 zbiórek, a do tego wywalczył aż 8 fauli. 15 oczek zdobył Jakub Karolak, a niezły debiut zaliczył Martins Meiers, autor 11 punktów i 6 zbiórek. Wśród gospodarzy najskuteczniejszy był Diego Flaccadori, który zdobył 22 punkty i trafiał bardzo ważne rzuty w końcowych fragmentach spotkania. Double-double zanotował z kolei Johnathan Williams (17 punktów, 10 zbiórek).

– W czwartej kwarcie brakowało nam pomysłu w ataku i niepotrzebnie forsowaliśmy trudne rzuty. To powodowało naszą frustrację, a równocześnie napędzało przeciwników. Nie potrafiliśmy odpowiedzieć, a w efekcie rywale dogonili nas i zwyciężyli w dogrywce – komentował na gorąco Łukasz Kolenda.

– Mieliśmy kilkupunktową przewagę, ale w końcowych minutach zabrakło nam spokoju. Nasze akcje i decyzje były zbyt szybkie i pochopne, przez co nadzialiśmy się na kilka kontr. Gospodarzy nieco poniosła też publiczność, dzięki czemu udało im się doprowadzić do dogrywki. W niej byliśmy już zdecydowanie gorsi od rywali – dodawał Jakub Karolak.

Porażka w Trydencie boli podwójnie, bowiem – w przeciwieństwie chociażby do poprzedniego meczu z Lokomotiwem – rywal był jak najbardziej w zasięgu Trójkolorowych. Drużynie Andreja Urlepa w końcówce zabrakło jednak wspomnianego spokoju, wyrachowania i – być może – także doświadczenia. Śląsk pozostaje obecnie jedyną drużyną bez zwycięstwa w rozgrywkach 7DAYS EuroCup, jednak głęboko wierzymy, że ten stan rzeczy nie potrwa długo. Wojskowi po raz kolejny o wygraną bili się do ostatnich sekund i mamy nadzieję, że w nadchodzących spotkaniach w końcu uda się wyszarpać upragnione dwa punkty. Tymczasem czeka nas jednak krótka przerwa od europejskich pucharów, a najbliższe spotkanie rozegramy w niedzielę o 17:30 z GTK Gliwice. Bądźcie z nami w hali Orbita w walce o kolejną ligową wygraną – bilety kupicie w serwisie Abilet.pl! Hej Śląsk!

Zdjęcia: Dolomiti Energia Trento

Udostępnij:

Tagi: 7DAYS EuroCupDolomiti Energia TrentoEuroCupkoszykówkarelacjaśląskTrentowksWKS Śląsk Wrocławwrocław

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Twój komentarz