Trzeci w tym sezonie ligowy wyjazd i druga wyraźna porażka – koszykarze Śląska ulegli w Dąbrowie Górniczek miejscowemu MKS-owi 80:97. Podobnie jak w Gdyni przeciwko Arce, WKS zupełnie nie radził sobie ze świetnie dysponowanym przeciwnikiem. MKS niepokonanym liderem tabeli PGE Basket Ligi.
Chociaż wrocławianie przystępowali do spotkania w Dąbrowie Górniczej po porażce, to trudno powiedzieć, by zaczynali mecz w złych humorach. Po zwycięstwach w Trento i Szczecinie przyszła co prawda przegrana we Wrocławiu z Napoli, ale po świetnym, wyrównanym spotkaniu z jednym z faworytów grupy EuroCup. MKS, koncentrując się wyłącznie na rozgrywkach ligowych, pokazał się z dobrej strony, rozpoczynając sezon od bilansu 2-0. Niestety – w meczu ze Śląskiem gospodarze jeszcze wyśrubowali ten bilans…
Od pierwszych akcji było widać, że to nie jest dzień Trójkolorowych. MKS prowadził, grał pewnie i skutecznie. WKS się otrząsnął, doszedł do remisu przy wyniku 15:15 i… od tej pory gra gości wyhamowała. Najpierw seria 9:0 na koniec pierwszej kwarty, a gdy w drugiej gospodarze “odpalili” kilka celnych rzutów zza łuku, przewaga przekroczyła nawet 20 punktów. Jeśli w czymś Śląsk miał upatrywać nadziei, to w kompletnej zmianie obrazu meczu po przerwie. W pewnym momencie trzeciej kwarty wydawało się nawet, że WKS może “wrócić” do meczu – zniwelował bowiem stratę do “11” oczek i miał w rękach rzut trzypunktowy, który mógł dodać dużo “prądu” do tego spotkania. Piłka jednak nie wpadła do kosza, gospodarze chwilę później znów trafili i – jak się później okazało – była to ostatnia tak dobra okazja do dogonienia rywali. W ostatniej kwarcie gonić próbował jeszcze Malik Parsons, ale wystarczyło to jedynie to bardzo delikatnej korekty wyniku. Ostatecznie MKS triumfował 97:80.
Wśród graczy Śląska na dobre słowo zasłużył wspomniany Parsons – w niespełna 22 minuty gry nazbierał 21 punktów. 13 “oczek” dołożył Robinson, ale i on, i Hickey, Nizioł, Scruggs czy Moore nie przekroczyli 50 proc. skuteczności rzutów. Szwankowały zwłaszcza próby zza łuku – 5/23 po stronie gości przy 12/23 gospodarzy. Prosta matematyka i siedem celnych “trójek” więcej daje aż 21 punktów zapasu. Koszykówka taka prosta nie jest, ale inne aspekty rzemiosła – asysty, zbiórki i bloki – również wskazywały na zespół z Dąbrowy Górniczej. Śląsk zaliczył jedną stratę mniej i jeden przechwyt więcej. Pełne statystyki TUTAJ.
Kolejne spotkanie WKS rozegra – już po raz piąty w tym sezonie – na wyjeździe. W środę starcie z Niners Chemitz w 4. kolejce BKT EuroCup. Powrót na ligowy parkiet w sobotę – do Hali Orbita przyjedzie Enea Łaciate Astoria Bydgoszcz. Bilety TUTAJ.
MKS Dąbrowa Górnicza – WKS Śląsk Wrocław 97:80 (24:15, 25:17, 26:23, 22:15)
MKS: Kounts 24, Musiał 14 (3), Boone 14 (1), Hyatt 9 (2), Hall 9 (1), Peterka 9 (1), Piechowicz 6 (2), Nagel 6, Woroniecki 6 (2), Wojdała
Śląsk: Parsons 21 (1), Robinson 13 (1), Hickey 9 (1), Scruggs 9, Moore 8, Nizioł 7, Egbunu 7, Wrzeszcz 6 (2), Sternicki, Kulikowski, Czerniewicz




































