Koszykarze Śląska Wrocław nie byli w stanie dopiąć swego i zagwarantować sobie awansu do strefy medalowej. Wrocławianie ulegli AMW Arce Gdynia wynikiem 54:71 i odpadli z walki o mistrzostwo Polski.
Obie ofensywy fatalnie rozpoczęły to decydujące spotkanie. Dopiero pod koniec drugiej minuty pierwsze punkty w meczu zdobył, dobijając własny rzut, Kresimir Ljubicic. Śląsk na swoje pierwsze „oczka” musiał czekać aż cztery minuty, popełniając w tym czasie kilka strat, które napędzały kontrataki Arki – choć zespół z Gdyni tego dnia również zmagał się ze sporymi problemami rzutowymi. Poza solidną postawą Jakuba Urbaniaka (8 pkt, 3 zb. w pierwszej kwarcie) niewiele dobrego można powiedzieć o dyspozycji wrocławian na atakowanej połowie w premierowej części starcia. W defensywie podopieczni trenera Jacka Winnickiego prezentowali się znacznie lepiej, jednak mieli ogromne kłopoty ze zbiórką na własnej tablicy. Zawodnicy z Trójmiasta w pierwszych 10 minutach aż pięciokrotnie ponawiali akcje po swoich spudłowanych rzutach. Ostatecznie to goście byli lepsi w tej odsłonie i zasłużenie prowadzili 18:13.
Po krótkiej przerwie punktowanie wznowił świetnie dysponowany w tej serii Luke Barrett. Chwilę później celnym rzutem zza łuku odpowiedział jednak Angel Nunez. Gdynianie bardzo dobrze weszli w tę kwartę i po trafieniach Michaela Okauru oraz Jarosława Zyskowskiego odskoczyli na 8 punktów, co zmusiło trenera Winnickiego do wzięcia pierwszej przerwy na żądanie. Po tym timeoutcie ofensywa wrocławian w końcu ruszyła – dzięki udanym akcjom Kadre Graya i Angela Nuneza „Trójkolorowi” złapali kontakt, zbliżając się do rywali na zaledwie 3 punkty. Wtedy na przerwanie tej serii zdecydował się trener gości, Mantas Cesnauskis. Nie powstrzymało to jednak gospodarzy; tuż po wznowieniu gry punkty Graya oraz Urbaniaka wyprowadziły „Wojskowych” na pierwsze tego dnia prowadzenie. Do końca pierwszej połowy oglądaliśmy niezwykle wyrównane widowisko i częste zmiany na prowadzeniu, ale to Arkowcy schodzili do szatni z minimalną zaliczką (37:34).
Po zmianie stron tempo spotkania drastycznie spadło, wracając do obrazu gry z pierwszych minut meczu. Obie drużyny miały olbrzymie problemy ze zdobywaniem punktów – w pierwszych 4 minutach drugiej połowy kibice zobaczyli zaledwie dwa celne rzuty, po jednym z każdej strony. Gdy po dłuższej chwili niemocy obie ekipy wrzuciły wyższy bieg, trudy tego spotkania znacznie lepiej zaczęli znosić przyjezdni. Po celnej „trójce” Jakuba Garbacza goście wyszli na dziewięciopunktowe prowadzenie, wymuszając kolejną przerwę na żądanie trenera Winnickiego. Ta jednak nie przyniosła zamierzonego efektu, a ekipa z Trójmiasta nie przestawała trafiać. Dzięki kolejnym celnym rzutom z dystansu autorstwa Jakuba Garbacza i Kamila Łączyńskiego gdynianie przed ostatnią kwartą prowadzili 56:46.
Ostatnia część meczu zaczęła się pechowo dla Jakuba Urbaniaka – reprezentant Polski na samym jej początku popełnił swój 4. faul, przez co trener Winnicki musiał oszczędniej korzystać z jego usług. Sytuację wrocławian drastycznie pogarszała fatalna skuteczność, która utrzymywała się zarówno w rzutach z gry (17/55, 30%), zza łuku (6/27, 22%), jak i z linii rzutów osobistych (14/27, 51%). Dla gości kolejne punkty bezlitośnie dokładał Jakub Garbacz. Mimo że atak Arki również nie grał na miarę swoich możliwości, ich twarda defensywa w połączeniu z niemocą strzelecką „Trójkolorowych” w zupełności wystarczała do utrzymywania komfortowej przewagi. Na 3 minuty przed końcem spotkania, z powodu piątego przewinienia, z parkietu definitywnie wyleciał Jakub Urbaniak. Mimo wielu prób ataku zawodnicy Jacka Winnickiego w ostatnich minutach bili głową w mur i nie byli w stanie odwrócić losów tego starcia. Goście z Gdyni okazali się dziś wyraźnie lepsi, wygrywając we Wrocławiu 71:54 i to oni wywalczyli awans do półfinału ORLEN Basket Ligi.
Po stronie gości należy wyróżnić Luke’a Barretta (16 pkt, 7 zb.) i Milana Barbitcha (13 pkt, 6 zb.). W zespole gospodarzy z dobrej strony pokazali się Jakub Urbaniak (double-double 12 pkt, 11 zb.) oraz Angel Nunez (10 pkt).
Dla Śląska to koniec sezonu. Dziękujemy wszystkim kibicom za wsparcie w rozgrywkach 2025/26 i do zobaczenia w kolejnej odsłonie rozgrywek OBL.




































