Q&A z Oliverem Vidinem

0

Zapraszamy na Q&A z Oliverem Vidinem! W ostatnich dniach poprosiliśmy kibiców o przygotowanie pytań dla naszego trenera. Następnie serbski szkoleniowiec obszernie odpowiedział na nie przed klubową kamerą. W pierwszej części wideo poruszane są tematy związane z drużyną, jej stylem gry i decyzjami kadrowymi. W drugiej serbski trener przedstawia więcej swojego prywatnego spojrzenia na koszykówkę i życie. Poza wersjami wideo, poniżej znajduje się też nieco bardziej rozbudowana wersja tekstowa wywiadu. Zapraszamy!

WKS: Właśnie mija rok, od kiedy objąłeś stery w naszej drużynie. Prosimy o krótkie podsumowanie. Z czego jesteś zadowolony, a czego nie udało Ci się osiągnąć?

OV: Żałuję tego, że w poprzednim sezonie miała miejsce cała ta sytuacja z koronawirusem. Przeszkodziła nam on nie tylko w osiągnięciu dobrym wyniku, ale zaatakowała nas też w momencie, gdy byliśmy w dobrej formie. Myślę, że z tą drużyną zajęlibyśmy miejsce w czołowej czwórce, ale teraz to już tylko fantazja. Przez ten rok nauczyłem się dużo rozumieć i mówić po polsku, poznałem dużo nowych ludzi, nawiązałem wiele znajomości. We Wrocławiu czuję się dobrze, wszystko jest w porządku.

WKS: Pytań od kibiców było sporo, przejdźmy więc od razu do rzeczy. Co sądzisz o braku Aleksandra Dziewy w kadrze reprezentacji Polski?

OV: Myślę, że Olek to przyszłość polskiej koszykówki i na pewno znajdzie się jeszcze w składzie reprezentacji. Ta kwestia rozbija się tylko o moment, w którym to nastąpi. Sądzę, że może go jeszcze zabraknąć w kilku najbliższych spotkaniach, ale po tym sezonie będzie tam już na pewno i z czasem wywalczy sobie miejsce w pierwszej piątce. Może nie tak od razu, ale w ciągu roku czy dwóch na pewno tak będzie.

WKS: Czy planowane jest jeszcze poszerzenie rotacji, dodanie jakiegoś zawodnika?

OV: Moim zdaniem mamy duży problem z kontuzjami. W tamtym sezonie zdecydowaliśmy, że zamierzamy w tym roku wystawić drużyny w Energa Basket Lidze, Suzuki 1. Lidze i juniorów w 2. Lidze, by młodzi zawodnicy dostawali swoje szanse, minuty i możliwość bycia częścią zespołu ekstraklasowego. Ci gracze zostają dłużej na treningach, bo każda jednostka treningowa na tym poziomie daje im więcej niż mecz w 1. Lidze – tutaj rywalizują z koszykarzami z poziomu ekstraklasy a intensywność na treningu jest bardzo wysoka. Jeśli chodzi o nowych zawodników – nie jesteśmy klubem z budżetem z gumy, nie możemy robić wszystkiego, co byśmy chcieli. Druga sprawa to strategia organizacji, by zamiast ściągać nowych graczy – inwestować w młodych, którzy za 2, 3 czy 5 lat będą już gotowi do gry na tym poziomie i zapewnią dobre wyniki. Myślę, że to dobry kierunek, ale na to potrzeba czasu. Teraz czeka nas grudzień i styczeń – to dwa miesiące, w trakcie których rozegramy 11 meczów i właśnie teraz rozstrzygać się będzie układ sił w lidze. Dodanie w tym momencie nowego zawodnika wiąże się z koniecznością jego adaptacji – do drużyny, miasta, ligi, sędziów, przeciwników. To nie jest takie łatwe i na to również potrzeba czasu. Jeśli jakiś zawodnik pozostaje w tym momencie bez drużyny i może do nas dołączyć to trzeba pamiętać, że jest on bez treningu, nie grał 5 na 5, a osiągnąć formę pozwalającą na taką grę nie jest łatwo. Inna sprawa to trenowanie, a inną sprawę jest granie, tak samo jak inaczej gra się w sparingach, a inaczej w meczach o punkty.

WKS: Kibice pytają o ostatnią słabszą formę Akosa Kellera – co o niej sądzisz, czy wywiązuje się z roli jaką mu powierzyłeś? Jaki masz pomysł, by podnieść jego przydatność w ataku?

OV: Zacznę od tematu obrony, bo w moim założeniu Śląsk ma być drużyną, która jest rozpoznawalna ze swojej obrony. To ma być nasz znak firmowy. Chciałbym, abyśmy mieli najlepszą defensywę w lidze. Wielu trenerów wychodzi z założenia, że atak wygrywa mecze, ale mistrzostwa i medale wygrywa obrona – bez tego nie da się ostatecznie osiągnąć dobrego wyniku. W obronie Akos spełnia wszystko, czego od niego oczekuję i co mu przekażę. Oczywiście jak każdy popełnia błędy. Większość ludzi nie wie, że przez długi czas grał z bólem i złamaniem w ręce. Nikomu o tym nie powiedział przed meczem z Polpharmą, gdzie spędził na parkiecie 25 minut. Byłem w szoku, że w ogóle mógł grać. Nie jest on typem człowieka, który będzie chodzić za trenerem i narzekać, że boli go to czy tamto. Jest facetem i chce walczyć, tylko najpierw miał złamaną rękę, później dopadł go koronawirus, nie trenował i wypadł z formy. Przed ostatnim meczem w Dąbrowie nie trenował jeszcze 2 dni wcześniej ze względu na badania ręki.

Nie chcę go bronić, ale on naprawdę nie ma łatwo. Powtarzam kibicom, że trzeba wspierać swojego zawodnika i czekać na to, aż wróci do dobrej formy. To jest człowiek, który jest kapitanem reprezentacji Węgier. Ta kadra w ostatnich okienkach wygrała ze Słowenią, która jest Mistrzem Europy, i wygrała na wyjeździe z Ukrainą, co nigdy nie jest łatwe. On jako kapitan gra tam średnio 25 minut na mecz, notuje około 10 punktów, 4 zbiórki, 2 bloki, co jest bardzo dobrym wynikiem. Akos jest zawodnikiem, który wykonuje bardzo dużo pracy niezauważalnej w statystykach. Kibice dostrzegają głównie to jak punktuje. Nie widzą tego, że stawia dobre zasłony, potrafi ściągnąć na siebie zawodników, aby otwartą pozycję miał inny gracz, robi dużo tego typu rzeczy. Podam przykład: najlepszy zawodnik przeciwnej drużyny ma w rękach piłkę i chce zaatakować kosz. Broni go Kyle Gibson. Przeciwnik ogrywa go 1 na 1 i wtedy w tym miejscu pojawia się Akos, który nie pozwala mu wjechać pod kosz, rywal zatrzymuje się, obraca i oddaje piłkę. Jednym ruchem Akosa na parkiecie zyskaliśmy 7-8 sekund w obronie akcji, a ostatecznie druga drużyna była zmuszona oddać trudny rzut pod presją. Samo odpowiednie poruszanie się po parkiecie potrafi sprawić, że przeciwnik zmienia decyzję, bo widzi wysokiego zawodnika, który już tam na niego czeka. Oczywiście niektórzy zdecydują się i tak zaatakować kosz, ale wtedy Akos może ich zablokować i tego typu sytuacji w całym meczu jest dużo. Nie jest w porządku zwalanie całej winy na jednego zawodnika. Z drugiej strony faktycznie nie jest on w dobrej formie w ataku, ale naprawdę wierzę, że jak tylko złapie rytm treningowy to przejawi się to w ataku. Kiedy on nie trafia spod kosza jestem sfrustrowany, a kibice są sfrustrowani jeszcze bardziej, ale najbardziej sfrustrowany w tej sytuacji jest sam Akos. Jemu zależy bardziej niż mi, by trafiał do kosza, to wszystko siedzi w głowie. Kiedy zawodnik nie ma rytmu treningowego, nie wierzy w siebie. Wtedy łatwiej o pudła w akcjach sytuacyjnych spod kosza i frustracja rośnie. W reprezentacji Akos jest kapitanem, ma dużą rolę i odpowiedzialność, przebywa ze swoimi ludźmi. Wierzę w to, że po zgrupowaniu kadry wróci do nas z inną pewnością siebie i będzie lepiej prezentował się w ataku.

WKS: Skąd pomysł żeby grać długie akcje, kiedy w składzie mamy tak dobrze biegających zawodników jak Jovanović, Stewart czy Ramljak?

OV: Po pierwsze, my gramy szybki atak, ale nie chcemy robić tego „na siłę”. Chciałbym, aby moja drużyna była w stanie kontrolować mecz. Żeby prowadzić tak szybki atak trzeba mieć zawodników, którzy nie tylko są dynamiczni, ale mają umiejętności na naprawdę wysokim poziomie. Prawdziwe możliwości każdego poznaje się wtedy, gdy robi coś na sto procent, czyli z maksymalną szybkością i jakością wykonania. Nie mamy aż takich koszykarzy, by móc sobie na to pozwolić i się spieszyć. Gdybyśmy grali w ten sposób, być może bylibyśmy dziś na 12. miejscu w tabeli, a wynik jest dla nas rzeczą najważniejszą. Nie możemy grać tego, co nie do końca odpowiada tej drużynie. Inną sprawą jest przechwyt i wsad w kontrze Ivana Ramljaka, a inną jest granie „na siłę” szybkiego ataku, notowanie strat, jak niektóre drużyny w ekstraklasie. Moim zadaniem jest zapewnienie jak najlepszych wyników i myślę, że inne ekipy też byłoby na to stać, gdyby bardziej starały się kontrolować spotkania. Myślę, że Śląsk jest jedną z niewielu drużyn, które starają się to robić cały czas. Na pewno wśród tych ekip są też jeszcze Zastal, Legia, Start. Ostatnie kluby w tabeli grają bardziej indywidualnościami swoich zawodników, a nie drużynowo i tam jest ta różnica.

WKS: Który z młodych rozgrywających: Kacper Gordon/Mateusz Szlachetka ma docelowo pełnić rolę zmiennika Jovanovicia?

OV: Tu nie ma podziału na pierwszego i drugiego rozgrywającego. Wszystko zależy od meczu, sytuacji na boisku. Kacper Gordon gra dużo spotkań w 1. Lidze, trenuje z oboma drużynami. Nie chcemy go przeciążać, bo to później może przełożyć się na kontuzje, które zaszkodzą jego karierze. On na pewno dostanie jeszcze swoje szanse i swoje minuty, na treningach walczy o nie w dobry sposób. Kto pokaże, że „może” więcej, ten będzie grać. W meczu z Legią Strahinja nie grał najlepiej w ataku, ale był Mateusz Szlachetka i zaprezentował się on wtedy lepiej niż Munja. Nie znaczy to jednak, że jeden jest zmiennikiem drugiego. Niezależnie od tego czy zawodnik ma 18 czy 30 lat – każdy członek drużyny musi jej pomagać tak, jak jest w stanie. Musimy wierzyć w młodych zawodników i dawać im szanse, ale nie w taki sposób, by ryzykować utratę dobrego wyniku.

WKS: Którzy juniorzy z naszej akademii rokują najlepiej? Prośba o wymienienie 5 nazwisk i wskazanie jednego, który ma „największe papiery na granie”.

OV: Jest wielu ciekawych zawodników. Gordon i Marchewka to dwójka, która trenuje już z ekstraklasą. Z młodszych są jeszcze Anton Azimka, Mikołaj Wojciechowski, Wojciech Siembiga, Jakub Bereszyński. To gracze, którzy starają się przebić do gry w 1. Lidze, a później w ekstraklasie. Myślę, że jest tam dużo utalentowanych zawodników i Śląsk będzie jeszcze szukał jeszcze więcej takich młodych koszykarzy w całej Polsce. Z czasem na pewno ta „inwestycja” dobrze się klubowi zwróci. Chcemy pracować z młodymi zawodnikami i dawać im szanse.

WKS: Jaki masz plan na rozwój Jana Wójcika? Jak wygląda na treningach i czy będzie dostawał więcej minut w rotacji?

OV: Jan jest bardzo utalentowany fizycznie. Musi jeszcze dużo się nauczyć jeśli chodzi o znajomość koszykówki, jej rozumienie i wiedzę o niej. Jak dla mnie dotychczas nie prezentował on koszykówki seniorskiej, a niejako bardziej juniorską. Potrzebuje jeszcze dużo pracy nad techniką oraz tym, jak i gdzie się ustawiać, jak się otwierać, kiedy atakować, kiedy decydować się na konkretne podania, jak bronić, rotować w defensywie itd. To dużo rzeczy, a on jest w naszej drużynie od kilku miesięcy i to bardzo krótki okres. Jankowi potrzeba dominacji w 1. Lidze i dużo treningów, by był w stanie wnosić dużo do zespołu ekstraklasowego. Nie chodzi tylko o to, by dostawał minuty na parkiecie, ale żeby był pełnoprawnym zawodnikiem, który na pewno wniesie dużo do drużyny i nie będzie odstawał od graczy krajowych czy zagranicznych. Skład ekstraklasowy nie jest po to, by przeprowadzać w nim próby. W tej ekipie minuty dostają zawodnicy, którzy udowodnili, że mogą na pewno chociaż utrzymać wynik podczas swojej obecności na boisku.

WKS: Który zespół był/jest Twoim zdaniem lepszy: Śląsk 2019/2020 czy Śląsk 2020/2021?

OV: W poprzednim sezonie to nie ja dobierałem skład, w przeciwieństwie do tych rozgrywek. Ale ewidentnie w porównaniu do poprzedniego roku brakuje nam teraz dwóch doświadczonych krajowych graczy, to żadna tajemnica. Mam na myśli Wojciechowskiego i Łączyńskiego. Zamiast nich dołączyliśmy do drużyny dwóch młodych zawodników – jednym z nich jest Mateusz Szlachetka, a o drugie miejsce walczą zawodnicy z 1. Ligi – Gordon, Marchewka itp. Tych koszykarzy nie można porównywać – Wojciechowski i Łączyński to reprezentanci kraju, natomiast pozostali to młodzi koszykarze, którzy potrzebują jeszcze bardzo dużo minut i doświadczenia, by pokazali swoje faktyczne możliwości. Dlatego uważam, że drużyna z poprzedniego sezonu była silniejsza. Poza tym mieliśmy w składzie Devoe Josepha, który w zeszłym roku nie był drogim zawodnikiem. Teraz jednak nim jest, zarabia dwa razy więcej pieniędzy i nie mieliśmy możliwości zachować go w składzie. Każdy chciał, by został we Wrocławiu, prowadziliśmy rozmowy, ale niestety to nie było realne. Z lepszymi klubami europejskimi nie jesteśmy w stanie konkurować pieniędzmi, ale możemy robić to dobrą pracą. Śląsk jest bardzo dobrze zorganizowany, a polska liga jest silna i stoi na wysokim poziomie. Jednak zawodnika, który jest doświadczony, ma już około 30 lat, najbardziej interesują pieniądze, a sytuacja z koronawirusem dodatkowo na to wpłynęła. Uważam, że drużyna z poprzedniego sezonu była inna i lepsza, bo mieliśmy wielu doświadczonych zawodników. W zeszłym roku drugim rozgrywającym był doświadczony Danny Gibson, teraz na tej pozycji jest 18-latek, który nigdy nie grał w ekstraklasie – tego nawet nie trzeba porównywać. Wynik jest jednak obecnie dużo lepszy, ponieważ jestem tu od początku, wiem, czego oczekuję od drużyny i zobaczymy, jak dalej potoczą się wydarzenia. Na pewno dopadnie nas kryzys – zarówno indywidualnie graczy, jak i drużynowo, tego nie da się uniknąć, to czeka każdą ekipę. W takim momencie musimy jako drużyna, trener, klub po prostu wytrzymać sytuacje i później będzie lepiej, to normalny proces.

WKS: Jak wyglądałaby pierwsza piątka złożona z zawodników grających w tym i w poprzednim sezonie w Śląsku?

OV: Rozgrywającym byłby Kamil Łączyński, na pozycji nr 2 Devoe Joseph. Jako niski skrzydłowy grałby Ivan Ramljak, jako „czwórka” Aleksander Dziewa, a centrem byłby Michael Humphrey. Ten ostatni jednak nie gra już w koszykówkę, pyta mnie o niego wiele osób. Mike skończył uniwersytet Stanford i zarabia więcej wykonując swoją pracę, niż grając w basket. Według moich informacji zrezygnował nawet z oferty w Japonii opiewającej na 150 tysięcy dolarów za sezon. Mówię o tym, by kibice widzieli, że Humphrey nie gra już w koszykówkę.

WKS: Kto jest według Ciebie kandydatem do spadku z ligi?

OV: Trudno teraz o tym mówić, bo jeszcze wiele może się zmienić. Jeśli jednak nie będzie zbyt wielu zmian, wszystko zostanie tak, jak jest, to na pewno Polpharma.

WKS: Którego, dowolnego z obecnych zawodników Energa Basket Ligi chciałbyś mieć w swojej drużynie?

OV: [Po chwili zastanowienia….] Damiana Kuliga, Gabriega Lundberga, Geoffreya Groselle’a, może Marcela Ponitkę. Ciekawym zawodnikiem jest też Dominik Olejniczak, z którym można jeszcze pracować nad wieloma elementami gry na pozycji nr 5. Jest wielu dobrych graczy, ale moi koszykarze też są świetni. Gdy patrzę na swoich zawodników, zawsze myślę, że są oni najlepsi w lidze. Ale oceniając to realnie w ekstraklasie jest wielu graczy, którzy pasowaliby do naszego systemu i stylu gry, byliby dobrym wzmocnieniem dla Śląska.

WKS: Co sądzisz o pomyśle, by Śląsk ponownie grał w pucharach? Ewentualnie kiedy i w jakim pucharze?

OV: Myślę, że dobrze byłoby dla Śląska, żeby występował w przyszłym sezonie w europejskich pucharach. Nie wiem czy miałaby to być liga VTB, Champions League czy FIBA Europe Cup. Natomiast nie jest to pytanie do mnie, tylko do zarządu i ludzi odpowiedzialnych za najważniejsze decyzje w klubie. Na pewno jednak nasz zespół musiałby być zdecydowanie silniejszy i mieć wielu doświadczonych zawodników, by powalczyć o dobre wyniki w takich rozgrywkach.

WKS: Kto był najlepszym zawodnikiem, którego dotychczas trenowałeś?

OV: Myślę, że Nenad Krstić. Grał w NBA, grał w Europie, wygrał Euroligę. Miałem z nim styczność w drużynie narodowej U18. Przychodzi mi jeszcze do głowy Milan Macvan, Branko Lazić, kapitan Crvenej Zvezdy. W reprezentacji poznałem wielu ciekawych zawodników.

WKS: Czy oglądałeś jakiś mecz Śląska w Eurolidze?

OV: Może nie całe mecze, ale kwarty lub skróty z poszczególnych spotkań, np. z Realem Madryt na YouTube. Widziałem też m.in. spotkanie z Telekomem Bonn i zwycięski rzut Radosława Hyżego po podaniu Roberta Skibniewskiego.

WKS: Jakiego zawodnika uważasz za najlepszego w historii Śląska?

OV: Myślę, że w historii Śląska przewinęło się dużo bardzo dobrych zawodników. Osobiście bardzo lubię Adama Wójcika, dlatego, że jak na te warunki był bardzo atletyczny. Potrafił dostosować swoją koszykówkę do stylu gry. Szybkość, kontrataki – to było dla niego skrojone. Poza tym na pewno trzeba wymienić też Raimondsa Miglinieksa, bardzo dobrego rozgrywającego. Legendę, Macieja Zielińskiego. Było tu tylu znakomitych trenerów i zawodników, że to tłumaczy skąd wzięło się określenie „wielki Śląsk”. Niektórzy na podstawie ostatnich lat mówią to sarkastycznie, ale Śląsk to naprawdę marka. W Serbii wszyscy znają ten klub. Nie chcę nikogo urazić, ale Śląsk, Anwil i Trefl Sopot to drużyny, które są w mojej ojczyźnie znane. Gdyby podać komuś inną nazwę drużyny czy miasta, raczej nikt by ich nie kojarzył.

WKS: Prośba o twoją opinię – wymień 5 najlepszych zawodników obecnie grających w Europie i 3 najlepszych trenerów.

OV: To całkiem sporo zawodników. Jeśli możemy zacząć od trenerów to wskazałbym Željko Obradovicia, tylko, że nie pracował on w poprzednim sezonie. Myślę, że bardzo dobrą pracę wykonuje Andrea Trinchieri z Bayernu Monachium. Na pewno dodałbym jeszcze Šarūnasa Jasikevičiusa, który stał się świetnym trenerem po karierze zawodniczej, co wcale nie jest regułą. Wielu graczy tego próbuje, ale do tego trzeba takiego samego talentu, jak do bycia koszykarzem. Jest jeszcze wielu świetnych szkoleniowców, np. z Grecji czy Hiszpanii jak Pablo Laso itd. Jeśli chodzi o zawodników to przychodzi mi na myśl grający na pozycji nr 2, jeden z najlepszych strzelców – Nando de Colo. Myślę jeszcze o Sergio Llulu, choć ma on już swoje lata. Derrick Williams, Nikola Mirotić – akurat ten ostatni jest bardzo nietypowym graczem, jest wysoki i atletyczny, może grać na wielu pozycjach. Dojście na poziom Euroligi to jest jednak wielkie osiągnięcie, to jak uprawianie innego sportu. Szybkość, siła, koncentracja, energia, to wszystko musi być na najwyższym poziomie. Jeśli Euroliga to najmocniejsze rozgrywki europejskie, a drugi w kolejności jest Euro Cup to dzieli je naprawdę wielka różnica.

WKS: Czego najbardziej brakuje Ci we Wrocławiu?

OV: Zdecydowanie rodziny. Niczego innego. Jestem z wielkiego miasta, jakim jest Belgrad, gdzie mieszka dwa i pół miliona ludzi. Wrocław ma wszystko, co powinno mieć wielkie miasto. Wszystko jest tutaj w porządku, dobrze się tu czuję.

WKS: Na jakim trenerze się wzorujesz, z kogo czerpiesz inspirację?

OV: Inspiracje czerpię nie z trenerów, ale z ludzi, którzy są wyjątkowi w swoich branżach. Nie musi być to szkoleniowiec czy koszykarz, to mogą być tez inne sporty jak np. piłka nożna. Śledzę też inne dyscypliny i energię czerpię z ludzi, którzy tę energię oddają i w ten sposób poniekąd stanowią inspirację. Trzeba zawsze podchodzić do życia pozytywnie, kiedy napotykamy trudności trzeba je pokonywać. Stricte trenerskiego wzoru nie mam. Wspomniałbym Željko Obradovicia, ale to ze względu na ilość sukcesów. Myślę, że każdy szkoleniowiec nie do końca korzysta z takich wzorów. Zawsze trzeba robić to po swojemu, dojść do bycia specjalistą i nie trzeba kopiować niczyich metod pracy, należy w miarę możliwości tego unikać. Ale uczyłem się w życiu od wielu trenerów. Duško Vujošević dał mi dużo, podobnie Svetislav Pešić.

WKS: Dzięki za rozmowę.

OV: Dziękuję. Hej Śląsk!

Udostępnij:

Tagi: kibiceoliverpytaniaq&arozmowaśląskvidinwideowkswrocławwywiad

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Twój komentarz