Pewne zwycięstwo w Bydgoszczy!

0

WKS Śląsk Wrocław solidnie zaprezentował się po przerwie reprezentacyjnej. Dzięki świetnej drugiej połowie Trójkolorowi pokonali Enea Abramczyk Astorię Bydgoszcz 88:77 w zaległym meczu 18. kolejki Energa Basket Ligi. Po raz kolejny w tym sezonie rewelacyjnie zagrał Travis Trice, zdobywając aż 30 punktów.

Wrocławianie przystępowali do spotkania z Astorią nieco osłabieni, wszak do Bydgoszczy z drużyną nie pojechał Kodi Justice, który na jednym z ostatnich treningów doznał urazu pleców. Po dłuższej przerwie do składu powrócił z kolei Łukasz Kolenda. Po raz drugi w tym sezonie znalazł się w nim także Igor Kozłowski. Na rozgrzewce oba zespoły zaprezentowały się w koszulkach wspierających Ukrainę oraz nawołujących do zakończenia toczącej się w tym kraju wojny. Andrej Urlep do gry od pierwszych minut posłał następującą piątkę: Travis Trice, Jakub Karolak, Ivan Ramljak, Kerem Kanter oraz Aleksander Dziewa.

Pierwsze minuty należały do gospodarzy, którzy szybko wyszli na prowadzenie po lay-upie Klavsa Cavarsa oraz wsadzie Wesley’a Washpuna. Wrocławianie zaczęli to spotkanie dość nerwowo, nieskutecznie kończąc kilka zagrywek. Po blisko dwóch minutach jako pierwszy w naszej ekipie „wstrzelił się” Travis Trice. Kolejne dwie akcje należały jednak do Rodericka Camphora, po których zrobiło się już 9:2. Tym samym Andrej Urlep bardzo szybko poprosił o czas.

I trzeba powiedzieć, że przerwa ta podziałała na koszykarzy Śląska, ponieważ po niej zdecydowanie lepiej wyglądali w ofensywie. Swoje akcje skutecznie kończyli Kanter, Kolenda oraz Travis Trice. Chwilę później po kontrze wykończonej przez Karolaka mieliśmy już remis. W kolejnych minutach oba zespoły zmieniały się na prowadzeniu, a na parkiecie za punkty odpowiedzialni byli głównie Polacy. Jakub Nizioł dwukrotnie trafiał spod kosza, z kolei Szymon Tomczak był bezbłędny na linii. Pod koniec pierwszej kwarty na trafienia Kantera z rzutów wolnych odpowiedział jeszcze Andrzej Pluta i skończyła się ona wynikiem 18:18.

Kolejną część meczu obie drużyny zaczęły z dużą rezerwą i tym razem już obie nie trafiały swoich pierwszych akcji. Nasza ekipa przełamała się za sprawą lay-upa Kantera; w odpowiedzi spod kosza trafił również Cavars. Później nastąpił jednak kolejny słabszy fragment tego spotkania. Zarówno jedni, jak i drudzy nie byli w stanie wejść w odpowiedni rytm. Poza tym oglądaliśmy na boisku też sporo chaotycznej gry, w trakcie której proste błędy popełniały obie ekipy. W trudnym momencie sprawy w swoje ręce wziął Travis Trice, który najpierw sam wykończył swoją akcję, a w kolejnej wypatrzył dobrze ustawionego Dziewę.

Po stronie bydgoszczan punktował głównie Cavars. Trójkolorowych na prowadzenie przywrócił D’mitrik Trice po rzucie z dystansu. Trzeba jednak wspomnieć, iż było to dopiero pierwsze takie trafienie w dziesiątej próbie WKS-u. Po akcji 2+1 oraz trójce starszego z braci Trice wrocławianie mieli już przewagę pięciu punktów. Chwilę później zza łuku rozstrzelali się też gospodarze i szybko wróciliśmy do wyniku remisowego. Ostatnie punkty w pierwszej połowy należały jednak do Śląska. Z linii dwukrotnie trafił D’mitrik i do szatni zespoły schodziły przy wyniku 41:39 dla Trójkolorowych.

Po przerwie Astoria szybko zdołała wyrównać, lecz następnie podopieczni Artura Gronka rozpoczęli festiwal pudeł. Po drugiej stronie wyższy bieg momentalnie wrzucił Travis Trice, który dwukrotnie trafił z dystansu. Po dłuższym czasie bez punktów dla gospodarzy z linii celnie rzucił Washpun. W kolejnej akcji za trzy przymierzył Nizioł, zmniejszając straty do zaledwie jednego punktu. Wtedy po raz kolejny „odpalił” Travis. Najpierw trafił zza łuku, by następnie wykorzystać trzy rzuty wolne. Astoria kompletnie zatraciła skuteczność i tylko dawała się rozpędzać wrocławianom. Po punktach Kantera spod kosza nasi koszykarze prowadzili już 57:46 i o czas poprosił trener Gronek.

Po niej gospodarze grali jednak jeszcze gorzej. Wciąż nie byli w stanie trafić do kosza, przy tym zaliczając sporo strat. Koszykarze Śląska w tym czasie bezlitośnie powiększali swoją – i tak już pokaźną – przewagę. Po blisko pięciu minutach bez punktu dla bydgoskiej drużyny w końcu trafił Camphor. Do niego należała też kolejna akcja Astorii, w której zapunktował z faulem. Trójkolorowi odpowiedzieli jednak trójką Kolendy oraz trafieniem D’mitrika i przed decydującą kwartą prowadzili 67:51.

Ostatnie dziesięć minut dobrze rozpoczęło się dla Śląska. Pod koszem zupełnie niepilnowany był Szymon Tomczak, który będąc świetnie obsłużonym skrzętnie wykorzystał taką okazję. Swoją drużynę do walki starał się pobudzić jeszcze Cavars, który w krótkim odstępie czasu zdobył pięć punktów. Śląsk nie zamierzał się jednak zatrzymywać. W naszym zespole celnie rzucali Meiers oraz Travis Trice. Po trafieniu z dystansu Camphora Astoria zbliżyła się na 11 oczek i wydawało się, że możemy mieć w tym spotkaniu jeszcze nieco emocji. Wtedy lepszy fragment zaliczył młodszy z braci Trice, zdobywając cztery punkty z rzędu. Po nich Artur Gronek poprosił o kolejną przerwę, by po raz ostatni poderwać zespół do walki.

Wydawało się, że na niewiele się ona zda po tym, jak do kosza trafili Tomczak oraz Kanter, ale nagle bydgoszczanie zaliczyli świetną serię. Trafili trzy rzuty z dystansu, dzięki czemu zbliżyli się na dziesięć punktów. Do końca meczu było już jednak niewiele czasu, a prawdziwym gwoździem do trumny okazała się być akcja 2+1 Tomczaka na minutę przed ostatnią syreną. W końcowych sekundach z linii trafiali jeszcze Camphor i D’mitrik Trice, lecz zwycięzca tego meczu był znany już wcześniej. Ostatecznie Śląsk pokonał Astorię 88:77.

O ile pierwsza połowa była bardzo wyrównana, o tyle po przerwie Wojskowi nie zostawili wątpliwości, kto tego dnia był lepszą drużyną. Pomimo początkowej nieskuteczności, zespół z Wrocławia zakończył mecz z przyzwoitym 43% z gry i 32% zza łuku. Śląsk wygrał także walkę na deskach (43-36), 13 zbiórek w ataku zamieniając na 16 punktów (gospodarze zanotowali tylko dwa oczka drugiej szansy). Ponadto WKS ograniczył liczbę strat do dziewięciu, zdobył 23 punkty w szybkim ataku i 35 za sprawą rezerwowych. Klasą sam dla siebie po raz kolejny w tym sezonie był Travis Trice, który na swoim koncie zapisał aż 30 punktów przy kapitalnej skuteczności – 10/15 z gry, 4/5 zza łuku i 6/6 z linii! Cichym bohaterem był Kerem Kanter, który zanotował piąte w tym sezonie double-double (16 punktów, 10 zbiórek). Warto podkreślić także kolejne bardzo dobre występy D’Mitrika Trice’a (15 punktów i 3 asysty) oraz Szymona Tomczaka (13 punktów). Po stronie Astorii najlepiej zaprezentował się Roderick Camphor (26 punktów i 5 asyst).

– Wiedzieliśmy, że to będzie bardzo trudny mecz, bo Astoria gra o swoje „życie” w play-offach. Dla nas także było to niezwykle ważne spotkanie, bo robimy wszystko, co w naszej mocy, by zakończyć sezon zasadniczy w pierwszej czwórce. Dziś w pierwszej połowie pozwoliliśmy rywalom zdobyć zbyt wiele łatwych punktów, ale po przerwie zdołaliśmy znacznie poprawić defensywę. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że udało nam się wygrać – powiedział na pomeczowej konferencji prasowej trener Śląska, Andrej Urlep.

Zwycięstwo z Astorią pozwoliło Śląskowi przesunąć się – przynajmniej tymczasowo – na 3. miejsce w ligowej tabeli! Po wykonanym zadaniu zespół Andreja Urlepa nie ma właściwie żadnego czasu na odpoczynek. Prosto po meczu Trójkolorowi z Bydgoszczy pojechali do Sopotu, gdzie w sobotę o 17:30 zagrają z tamtejszym Treflem. Bez wątpienia będzie to kolejne trudne spotkanie, w którym na dwa punkty trzeba będzie się mocno napracować. W przyszłym tygodniu WKS zagra z kolei na własnym parkiecie z Dolomiti Energia Trento (środa) i Legią Warszawa (sobota). Bilety na oba spotkania możecie kupić za pośrednictwem serwisu Abilet.pl – bądźcie z nami! Hej Śląsk!

Udostępnij:

Tagi: astoriabydgoszczeblenea abramczyk astoria bydgoszczenerga basket ligakoszykówkaplkrelacjaśląskwksWKS Śląsk Wrocławwrocław

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Twój komentarz