Niepokonani w stolicy!

0

WKS Śląsk Wrocław zwycięża w czwartym spotkaniu finału mistrzostw Polski i powiększa prowadzenie w serii na 3:1! Trójkolorowi pokonali Legię Warszawa 66:63 w drugim starciu na terenie rywala. Głównym autorem sukcesu wrocławian był po raz kolejny w tym sezonie Travis Trice, który otarł się o triple-double. Podopiecznym Andreja Urlepa brakuje już tylko jednego zwycięstwa do złota!

Plan przed czwartym starciem finału? Powtórzyć wynik z niedzieli! Trójkolorowi stanęli przed szansą wypracowania sobie solidnej zaliczki w Warszawie. W tym celu trzeba było ponownie zwyciężyć w Hali OSiR Bemowo. Zadanie nienależące do najłatwiejszych, ale jak pokazuje historia, w zasięgu wrocławian. Trener Andrej Urlep nie zdecydował się na zmiany w pierwszej piątce, a spotkanie rozpoczęli: Travis Trice, Kodi Justice, Ivan Ramljak, Kerem Kanter i Martins Meiers.

Mimo szybko zdobytych punktów przez T. Trice’a lepiej w mecz weszli gospodarze. Warszawianie dobrze bronili i wygrywali sporo pojedynków na tablicy Śląska, dzięki czemu wcześnie wypracowali sobie przewagę. Śląsk miał problemy z dochodzeniem do sytuacji rzutowych, a gdy już się udało, to często były to rzuty niecelne.

Problemy Legii zaczęły się wraz z wyjściem na prowadzenie 13:4. Od tego momentu gospodarze nie zdobyli punktów przez ponad 4 minuty, a do głosu zaczęli dochodzić Trójkolorowi. Ponownie trafił Travis, Dziewa punktował z rzutów wolnych, a Justice celnie rzucał z półdystansu. Ostatnie punkty przed przerwą zdobyli jednak warszawianie, a pierwsza kwarta zakończyła się bardzo niskim wynikiem – 16:10 dla Legii.

Po wznowieniu gry jeszcze bardziej wyróżniał się MVP sezonu zasadniczego. Amerykanin zdobył punkty po indywidualnej akcji i świetnie asystował przy skutecznym zagraniu Dziewy. W międzyczasie z rzutów wolnych trafił Łukasz Kolenda i Trójkolorowi szybko doprowadzili do wyrównania. Warszawianie w końcu doszli do głosu, ale na ich trafienia błyskawicznie odpowiadali D’mitrik Trice i Kolenda, który swoimi dwoma trafieniami wyprowadził Śląsk na prowadzenie. Płynność w grze Legii przywrócił Robert Johnson, celnie rzucając z dystansu i dobrze wjeżdżając pod kosz. Na jego wyczyny dobrze zareagował Justice, wykorzystując dwa rzuty wolne.

Obie drużyny wciąż miały spore problemy w ofensywie, ale nieco odmieniło się to w końcówce pierwszej połowy. Na trójkę Dariusza Wyki odpowiedział tym samym T. Trice, a chwilę później Śląsk przeprowadził trzypunktową akcję po faulu niesportowym Johnsona. Ostatnie 30 sekund należało jednak do warszawian, którzy zdobyli w tym czasie 5 oczek. Na sam koniec trafił jeszcze D. Trice, ale punkty nie zostały zaliczone, gdyż Amerykanin wypuścił piłkę z rąk tuż po syrenie. Ostatecznie Śląsk schodził na przerwę, przegrywając 31:34.

Na początku drugiej połowy ponownie byliśmy świadkami wielu nieskutecznych akcji. Pomyłki z obu stron sprawiły, że pierwsze punkty zobaczyliśmy dopiero po 100 sekundach, gdy z półdystansu trafił Ramljak. W kolejnej akcji prezent gospodarzom sprawił Kolenda, popełniając faul niesportowy, który warszawianie zamienili na 5 punktów. 22-latek szybko się jednak zrehabilitował, skutecznie wjeżdżając pod kosz.

Legia w trzeciej kwarcie miała ogromne problemy w ofensywie, co świetnie wykorzystywali wrocławianie. Najpierw po kontrze punkty zdobył Ramljak, a chwilę później z dystansu trafił Kolenda, wyprowadzając Trójkolorowych na prowadzenie. Niezmiennie groźne były gwiazdy Legii, o czym przypomniał Raymond Cowels, doprowadzając swoją trójką do wyniku 42:40 dla Legii. W końcówce trzeciej partii do głosu ponownie dochodził T. Trice i to on robił największą różnicę. Amerykanin do kolejnych asyst dołożył także dwa trafienia, ale ostatnie punkty przed czwartą kwartą zdobył Cowels, wyprowadzając Legię na prowadzenie 49:47.

Świetny start w ostatniej kwarcie zaliczył młodszy z braci Trice. D’mitrik szybko zdobył 7 punktów, tym samym przywracając wrocławian na prowadzenie. Popisywał się również Dziewa, który zaliczył dwa efektowne bloki, hamując zapędy ofensywne gospodarzy. Warszawianie zaczęli więc szukać swoich szans z dystansu, co przynosiło im sporo sukcesów. Na szczęście dla Trójkolorowych nie zatrzymywał się D. Trice, również trafiając zza łuku i zmniejszając stratę Śląska do dwóch punktów.

Legia dobrze zareagowała, wykorzystując dwa rzuty wolne, ale po raz kolejny sprawy w swoje ręce wziął T. Trice. Amerykanin zdobył 7 punktów w trzech akcjach i to dzięki jego trójce z ponad 9 metrów Trójkolorowi wyszli na prowadzenie 66:63 na 40 sekund przed końcem. Ostatnie akcje to przede wszystkim świetna defensywa wrocławian, którzy nie pozwalali gospodarzom rzucać z dystansu z czystych pozycji. Ostatecznie wynik się już nie zmienił i Śląsk po raz kolejny wygrał w stolicy!

Tym razem show w Warszawie skradł Travis Trice, któremu bardzo niewiele zabrakło do zaliczenia triple-double. MVP sezonu zasadniczego do 21 punktów dołożył 9 zbiórek i 8 asyst. Poza nim najlepiej punktowali inni niscy zawodnicy – D’Mitrik Trice (13) oraz Łukasz Kolenda (11). Legia zdominowała tablice w pierwszej kwarcie, ale z czasem sytuacja się wyrównała i gospodarze nie mieli już tak wielu drugich szans.

– Wygraliśmy dwa mecze na trudnym terenie w Warszawie. Legia ma wspaniałych kibiców, którzy tworzą bardzo dobrą atmosferę. To nie był nasz dzień w ataku, ale zatrzymaliśmy rywali świetną obroną. Pomimo paru popełnionych błędów zmuszaliśmy gospodarzy do trudnych rzutów. Mieliśmy nieco problemów na tablicy, ale dzięki determinacji i chęci do walki wygraliśmy – mówił na pomeczowej konferencji prasowej trener Śląska, Andrej Urlep.

Plan wykonany w 100%! WKS Śląsk Wrocław dwukrotnie triumfuje w stolicy i prowadzi w finale mistrzostw Polski 3:1. Teraz trzeba tylko postawić kropkę nad „i”, a najlepiej zrobić to przy pierwszej możliwej okazji. Szansa na zamknięcie serii już w piątek, 27 maja, o godzinie 20:40. Niech Hala Stulecia ponownie okaże się magiczna. Hej Śląsk!

Udostępnij:

Tagi: 2022eblenerga basket ligafinałkoszykówkalegialegia warszawaNapisać historięplay-offplay-offsplkrelacjaśląskwarszawawksWKS Śląsk Wrocławwrocław

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Twój komentarz