Energa Basket Liga

1965

1970

1977

1979

1980

1981

1987

1991

1992

1993

1994

1996

1998

1999

2000

2001

2002

Wilki Morskie poskromione!

0

Co prawda to dopiero trzecie zwycięstwo z rzędu, ale takiej serii Śląsk jeszcze w tym sezonie nie miał. Po bardzo trudnym meczu i piorunującej czwartej kwarcie pokonaliśmy Wilki Morskie 92:77! Bohaterem spotkania został Michael Humphrey, który zanotował aż 32 punkty! Zwycięstwo w Szczecinie jest podwójnie cenne, gdyż Trójkolorowi odrobili 10-punktową stratę z pierwszego, przegranego starcia, dzięki czemu w przypadku takiego samego bilansu jak rywal, to oni zajmą wyższą pozycję w tabeli na koniec sezonu.

Na parkiecie po stronie wrocławian pojawiła się ta sama piątka, którą regularnie od początku swojej pracy wystawia Oliver Vidin: Łączyński, Joseph, Wojciechowski, Gabiński, Humphrey. WKS wszedł w mecz znakomicie, bo zaczął go od prowadzenia 8:1 po trójce Kamila Łączyńskiego i akcji 2+1 Michała Gabińskiego. Kolejne minuty pokazały jednak, że to spotkanie nie będzie łatwe. Kilka ofensywnych zbiórek i dobra skuteczność Dustina Ware’a  oraz Pawła Kikowskiego doprowadziły do serii 12:0 i prowadzenia gospodarzy nawet 19:10. Pod koniec kwarty Śląsk uciułał jednak kilka oczek po akcjach Aleksandra Dziewy i Danny’ego Gibsona, którego trójka w ostatniej akcji ponownie wyprowadziła wrocławian na prowadzenie (23:21).

W drugiej części gry o swojej dobrej dyspozycji dał znać Michael Humphrey, który na jej początku zdobył 7 oczek z rzędu. Dzięki temu WKS odskoczył na 7 oczek (34:27). Tym razem po stronie Kinga ciężar gry wzięli jednak na siebie Cleveland Melvin i Ben McCauley, którzy zdobyli kilka punktów. W obu kwartach zawodnicy Łukasza Bieli 8-krotnie stawali na linii rzutów osobistych, co przyniosło im 11 punktów (5 więcej od WKS-u w tym względzie). Goście z kolei przez niemal całą drugą ćwiartkę utrzymywali niewielkie prowadzenie, na potęgę pudłowali jednak z dystansu (do przerwy 3/16). W ciągu ostatnich 3 minut wrocławianie zdobyli tylko 4 oczka i po buzzer-beaterze zza łuku Pawła Kikowskiego przegrywali w przerwie 39:41.

Pierwsze 3 minuty trzeciej kwarty zawodnicy Oliver Vidina wygrali 7:0, grając szybki i efektowny basket. Niestety, ta część gry przyniosła scenariusz bliźniaczo podobny do pierwszej części meczu. King ponownie zaczął dominować na tablicach, odrobił straty i wyszedł na niewielkie prowadzenie. Jeśli szczecinianom nie szło z gry, punktowali z linii, skąd zdobyli w tej kwarcie aż 10 oczek, dosyć szybko „naciągając” rywali na przekroczenie limitu fauli. Na domiar złego Dominik Wilczek, wychowanek WKS-u, trafił buzzer-beatera z półdystansu; dzięki temu po pół godziny gry King prowadził 60:56.

Ostatnią ćwiartkę gospodarze zaczęli od trójki Clevelanda Melvina i można było powiedzieć, że zaczęło robić się nieciekawie. Wrocławianie na szczęście mieli jednak odpowiedź w postaci rozpędzonego tego dnia Michaela Humphrey’a i przetrwali najtrudniejszy moment spotkania. Najpierw Trójkolorowi zbliżyli się do rywali po trafionych osobistych Maćka Wojciechowskiego i Devoe Josepha, a później nadszedł moment na popisy naszego amerykańskiego centra. Mike w ciągu niespełna półtorej minuty zdobył 7 oczek, kończąc dwie akcje wsadem, a w kolejnej wywalczając faul. Wysoka obrona WKS-u sprawiła, że King zupełnie się pogubił – gospodarze podejmowali złe decyzje rzutowe i tracili olbrzymią ilość piłek, co było wodą na młyn dla wrocławian. Dunkiem w kontrze popisał się Maciek, a Michael wykończył alley-oopa potężnym wsadem z faulem. WKS prowadził 79:69 i zaczął odjeżdżać Wilkom Morskim. W ostatnich minutach wrocławianie po profesorsku kontrolowali spotkanie, a po trójce Devoe Josepha na nieco ponad minutę przed końcem stało się jasne, że zwycięzcą tego meczu będzie Śląsk. Ostatecznie wygraliśmy 92:77!

Statystyki: https://bit.ly/38HHbcQ

– To był dla nas bardzo ważny mecz. Udawało nam się trzymać planu na to spotkanie i przez około 33 minuty utrzymywaliśmy drużynę ze Szczecina w ryzach – starcie było wyrównane. Później wprowadziliśmy natomiast naszą taktykę, którą przygotowaliśmy dla rywali na końcówkę meczu i nie daliśmy im zbyt wiele czasu na przystosowanie się do niej. To zadziałało. Z dystansu rzucaliśmy bardzo słabo, ale dominowaliśmy w strefie podkoszowej, czego dowodem są liczne wsady i 24 asysty, z czego aż 12 autorstwa Kamila Łączyńskiego. Te ostatnie podania bardzo nam pomogły, podobnie jak 12 zbiórek w ataku. Graliśmy drużynowo i zasłużyliśmy na wygraną. Zależało nam na zwycięstwie różnicą więcej niż 10 punktów i to również udało się zrealizować – powiedział na pomeczowej konferencji trener Oliver Vidin.

Plan na to spotkanie został w pełni wykonany! Zwycięstwo udało się odnieść mimo kiepskiej tego dnia dyspozycji Trójkolorowych zza łuku (4/21). Wrocławianie rozdali jednak 24 asysty, trafili 22/29 z linii, ale przede wszystkim zatrzymali najgroźniejszych zawodników rywala – Bena McCauleya (5/14 z gry, +/-  -23)  i Pawła Kikowskiego (4/12 z gry, +/-  -14). Niesamowite spotkanie rozegrał Michael Humphrey (32 pkt, 9 zb, EVAL 35!). Podobnie jak w meczu z MKS-em Dąbrowa Górnicza, WKS włączył w czwartej kwarcie tryb walca i dosłownie rozjechał przeciwników.  Taki Śląsk chcemy oglądać zawsze! Mamy nadzieję, że najbliższa ku temu okazja nadarzy się już za tydzień, gdy wybierzemy się na kolejny trudny wyjazd, tym razem do Gdyni. Następny domowy mecz rozegramy z kolei 10.02 z Polpharmą Starogard Gdański. Już teraz zapraszamy was na ten mecz! Hej Śląsk!

Udostępnij:

Tagi: 18baketbasketeblenergakingkolejkaligamorskierelacjaśląskszczecinwilkiwkswrocławxviii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Twój komentarz

2 × 5 =