Energa Basket Liga

1965

1970

1977

1979

1980

1981

1987

1991

1992

1993

1994

1996

1998

1999

2000

2001

2002

GKS zdemolowany. FutureNet Śląsk z 4. zwycięstwem

Podchodząc do spotkania z GKS-em Tychy, FutureNet Śląsk przystępował do walki o 4. z rzędu zwycięstwo i pozostanie jedną z dwóch niepokonanych drużyn w 1. Lidze. Podopieczni Radosława Hyżego nie tylko wywiązali się z roli faworyta, ale również po raz kolejny dali prawdziwy pokaz swojej siły, wygrywając 94:61.

Gospodarze mecz rozpoczęli taką samą piątką, jak trzy ostatnie starcia:  Norbert Kulon, Aleksander Leńczuk, Tomasz Żeleźniak, Aleksander Dziewa i Karol Michałek. W kadrze znalazł się Maksym Kulon, zabrakło za to Sebastiana Bożenko.

Pierwsze punkty w spotkaniu zdobyli goście, a konkretnie Michał Jankowski, który nie dał się zatrzymać przy dwóch efektownych wjazdach pod kosz. Twarda defensywa wrocławian doprowadziła jednak do dwóch przechwytów Tomasza Żeleźniaka. Skrzydłowy dołożył do tego dwie trójki i Śląsk prowadził 17:6.  Tyszanie odpowiedzieli kilkoma oczkami zdobytymi tyłem do kosza, ale po chwili pierwsze punkty w sezonie zdobył Maciej Krakowczyk. Ostatni akcent kwarty należał jednak do drużyny Tomasza Jagiełki – po akcji and-one Kacpra  Majki, FutureNet Śląsk prowadził 26:18.

Drugą część gry od trójki trafionej przez ręce rywala zaczął Norbert Kulon, co zmusiło gości do wzięcia czasu. Przerwa nie przyniosła jednak oczekiwanego rezultatu – kolejnych 5 oczek zdobył Aleksander Dziewa i było już 36:19 dla gospodarzy. Znakomita defensywa drużyny Radosława Hyżego odebrała przyjezdnym ich największy atut – rzuty dystansowe. Zawodnicy GKS-u zza łuku rzucali pod presją, a przy wjazdach pod kosz błyskawicznie otaczani byli przez gospodarzy, co kończyło się faulami, niecelnymi rzutami lub stratami. Goście nie byli w stanie znaleźć też recepty na ofensywę FutureNet Śląska. Kolejne trafienia Norberta Kulona czy Jakuba Musiała sprawiły, że w przerwie wrocławianie prowadzili 49:28.

Na początku trzeciej kwarty GKS wreszcie trafił zza łuku, ale była to dopiero jego trzecia trójka w meczu. Tym samym odpowiedział Aleksander Leńczuk, a na półdystansie i we wjazdach pod kosz nie do zatrzymania był Norbert Kulon. Kolejne oznaki dobrej dyspozycji dawali też Tomasz Żeleźniak i Maciej Krakowczyk. WKS dominował w każdym aspekcie gry i wygrywał po trzeciej kwarcie 66:43.

Ostatnią część gry celną trójką dla GKS-u rozpoczął Patryk Zmarlak, który chwilę później opuścił jednak parkiet ze względu na przekroczony limit przewinień. Choć goście starali się gonić wynik, zawodnicy FutureNet Śląska nie dopuścili do choćby chwili zawahania i konsekwentnie realizując założenia, utrzymywali wysoką przewagę. Okazję do debiutu na parkietach 1. Ligi miał dzięki temu Szymon Tomczak, a po raz pierwszy w tym sezonie w barwach Śląska mogliśmy oglądać Maksyma Kulona. Trójkolorowi wygrali bardzo pewnie, 94:61.

– Zatrzymanie rzucających GKS-u było bardzo trudnym zadaniem, bo to świetni zawodnicy jak chociażby Michał Jankowski, który zdobył dzisiaj 22 punkty. Jednak na pewno każde trafienie kosztowało go dużo zdrowia i sił, a my możemy być zadowoleni ze swojej obrony.  Liga jest bardzo wyrównana – tutaj wygrać może każdy z każdym, co widzimy co kolejkę. Dzisiaj po prostu narzuciliśmy swoje warunki, swoje tempo i graliśmy na innym poziomie – ocenił mecz Tomasz Żeleźniak.

– Trener uczulał nas przed tym spotkaniem, by za bardzo nie „bujać w obłokach” po tych trzech zwycięstwach na początku sezonu. Byliśmy maksymalnie skoncentrowani i mimo tak krótkiego czasu między meczami, solidnie przygotowaliśmy się do tego starcia – dodał Robert Skibniewski.

Pełna dominacja Trójkolorowych naturalnie ma odzwierciedlenie w statystykach. FutureNet Śląsk wygrał zbiórki (41:28) i rozdał aż 23 asysty przy ledwie 5 stratach. Zawodnicy Tomasza Jagiełki mieli 15 asyst, ale aż 14 strat. WKS trafił 58% rzutów za 2 punkty i zatrzymał rywala na ledwie 22% zza łuku. Najlepszym zawodnikiem gospodarzy bezsprzecznie był Norbert Kulon – rozgrywający w meczu przeciw swojej byłej drużynie zanotował drugie w sezonie double-double w postaci 20 pkt, 10 ast, 6 zb, 2 prz (7/7 za 2, 9/14 z gry). 19 pkt i 9 zb zaliczył Aleksander Dziewa, 14 pkt, 2 zb i 3 prz Aleksander Leńczuk, a 12 pkt, 3 zb i 2 ast – Jakub Musiał (3/5 za 3). Barierę 10 oczek przekroczył też Tomasz Żeleźniak (10 pkt, 9 zb, 2 prz). Więcej minut przełożyło się na dobrą grę wracającego do formy Macieja Krakowczyka – skrzydłowy w 18 minut zdobył 9 pkt, 5 zb, 2 ast i 2 blk (4/5 z gry). Robert Skibniewski  zdobył tylko 2 pkt, rozdał za to 6 asyst. Liderem GKS-u był tradycyjnie Michał Jankowski (22 pkt, 3 zb, 3 ast, 6 str,  8/15 z gry, 2/8 za 3). Poza nim wyróżnił się jeszcze jedynie Maciej Maj (13 pkt, 3 zb).

Pełne statystyki: https://bit.ly/2Auo3kf

– Staram się wykorzystywać każdą okazję, którą daje mi trener – przede wszystkim jak najlepiej grać w obronie, powstrzymywać najlepszych zawodników drużyny przeciwnej, a przy okazji budować pewność w obronie i ataku. Dzisiaj nie mogłem się wstrzelić, ale idę małymi kroczkami do przodu. Z meczu na mecz gram coraz lepiej i bardzo się z tego cieszę – dodał po spotkaniu Tomasz Żeleźniak.

FutureNet Śląsk nadal pozostaje jedną z dwóch niepokonanych drużyn – swój mecz w środę wygrał też Rawlplug Sokół Łańcut. Trójkolorowych w najbliższy weekend czeka wyjazd do Siedlec, gdzie zmierzą się z drużyną Marcina Pławuckiego, który występował we Wrocławiu w poprzednim sezonie. Sentymentów na pewno nie będzie i podopieczni Radosława Hyżego ponownie dadzą z siebie wszystko, by dopisać do swojego konta kolejne 2 punkty. Hej Śląsk!