Energa Basket Liga

1965

1970

1977

1979

1980

1981

1987

1991

1992

1993

1994

1996

1998

1999

2000

2001

2002

Drugie zwycięstwo było bardzo blisko. Śląsk przegrywa w Dąbrowie Górniczej

Po kapitalnej inauguracji sezonu z HydroTruckiem Radom, w 2. kolejce Energa Basket Ligi Trójkolorowi zmuszeni byli uznać wyższość rywala. Po bardzo zaciętym spotkaniu i nerwowej końcówce MKS Dąbrowa Górnicza wygrał w hali Centrum z WKS-em 98:94.

Już przed meczem wiadomo było, że to starcie będzie dużo trudniejsze od inauguracyjnego. MKS wygrał bowiem swoje pierwsze spotkanie z GTK Gliwice, a teraz miał przed sobą pierwszy występ przed własną publicznością. Śląsk rozpoczął spotkanie taką samą piątką, jak ponad tydzień temu: Kamil Łączyński, Devoe Joseph, Mathieu Wojciechowski, Michał Gabiński, Aleksander Dziewa.

Pierwsza kwarta upłynęła pod znakiem lekkiej przewagi gospodarzy. Z szaleńczą skutecznością rozpoczęli Robert Johnson (4/5 z gry, 9 pkt) i Tavarius Shine (3/4 z gry, 8 pkt), którzy trafiali z otwartych pozycji spowodowanych nieuwagą gości lub ich słabym powrotem do obrony. WKS szukał gry bliżej kosza, z dystansu nie trafił jednak ani razu (0/4) i mimo dobrej dyspozycji Olka Dziewy i Maćka Wojciechowskiego, po 10 minutach przegrywał 17:24.

W drugiej ćwiartce udało się nieco powetować słabą skuteczność zza łuku – wrocławianie trafili w niej aż 6-krotnie, po 2 celne rzuty zaliczyli Devoe Joseph i dający świetną zmianę z ławki Clayton Custer. Niestety za nieco lepszą grą w ataku nie poszła zmiana wyniku, gdyż dąbrowianie dołożyli kolejnych 5 trójek i do przerwy mieli na swoim koncie już 8/11 za 3. Zarówno zza linii 6.75m jak i bliżej obręczy straszył Bryce Douvier. Po 20 minutach MKS prowadził jednak tylko 49:44 i sprawa rozstrzygnięcia była jak najbardziej otwarta.

Po zmianie stron nareszcie zobaczyliśmy drużynę Śląska, która  nie tylko goniła już wynik, ale i była w stanie chwilami przejmować inicjatywę. Drużyna Michała Dukiewicza względnie kontrolowała przebieg spotkania prowadząc kilkoma punktami. Jednak na 3 minuty przed końcem po nieco lepszym momencie w obronie, trudnej i udanej akcji Andrew Chrabascza oraz trójce Maćka Wojciechowskiego, WKS wyszedł na pierwsze w meczu prowadzenie 67:65. Przed decydującą kwartą Śląsk przegrywał jednak 69:72, gdyż moment zagapienia ponownie wykorzystał świetny tego dnia Bryce Douvier.

Ostatnia część gry przyniosła szybki powrót na prowadzenie gości po trójce Kamila Łączyńskiego i fadeawayu Torina Dorna (74:72). Do tej pory względnie udawało się zatrzymać największą gwiazdę MKS-u – Dominica Artisa (2/9 z gry). Amerykanin uaktywnił się jednak w ostatnich minutach i do spółki z Douvierem zdobył 13 punktów z rzędu, dzięki czemu MKS ponownie był w lepszej sytuacji na 6 minut przed końcem meczu (85:77). Ofensywny zryw wrocławian pozwolił zniwelować stratę do różnicy 1 punktu, ale w kolejnych sekundach cała sytuacja się powtórzyła. MKS ponownie odskoczył i na 1.5 minuty przed ostatnią syreną prowadził 93:86. Mimo to drużyna Andrzeja Adamka ponownie zdołała wrócić do gry – ciężar gry wziął na siebie atakując pomalowane Aleksander Dziewa. Dwie obronione akcje sprawiły, że przy 26 sekundach do końca gospodarze prowadzili tylko 94:92 i mieli posiadanie. Dąbrowianie wznowili grę ale pod presją agresywnej obrony wrocławian stracili piłkę po złym podaniu Artisa i przechwycie Dziewy. Śląsk miał piłkę i ostatnią akcję, która mogła dać remis lub zwycięstwo, niestety Torin Dorn zbyt szybko chciał znaleźć pod koszem otwartego partnera, co zakończyło się kluczową dla rozstrzygnięcia stratą. W kolejnych minutach Trójkolorowi zmuszeni byli faulować taktycznie, MKS nie wypuścił jednak zwycięstwa z rąk i wygrał 98:94.

– Gratuluję drużynie MKS-u, rozegrali bardzo dobre spotkanie, grali bardzo skutecznie. Nie do zatrzymania byli dzisiaj Bryce Douvier i Robert Johnson. Pomijając kilka założeń defensywnych, których nie zrealizowaliśmy, myślę, że byliśmy równorzędnym rywalem. Staraliśmy się atakować pomalowane i to założenie w pewnym sensie przyniosło skutek. Gdyby nie tak wysoki procent skuteczności gospodarzy, być może pozwoliłoby nam to na zwycięstwo – skomentował spotkanie trener Andrzej Adamek.

– Jeżeli chcemy wygrywać mecze na wyjeździe, nie możemy tracić blisko 100 punktów. Naszym największym problemem jest obrona. Myślę, że przede wszystkim musimy rozliczyć się za słabszą pierwszą połowę, w której zagraliśmy z gorszą od rywali energią. Jeżeli spojrzymy na statystyki, to można stwierdzić, że mecz był od samego początku do samego końca wyrównany. Większa determinacja drużyny z Dąbrowy pozbawiła nas zwycięstwa i na to nie możemy sobie pozwolić, gdyż to my musimy zawsze być bardziej zdeterminowani niż przeciwnik – dodał po meczu kapitan Michał Gabiński.

Statystyki: https://bit.ly/2IrzoVB

Takie przegrane bolą najbardziej. Porażka stała się już jednak faktem, podobnie jak faktem jest to, że Śląsk przez cały mecz był dla MKS-u godnym rywalem i do ostatnich sekund walczył o drugą wygraną. Niestety tym razem nieco zabrakło. Zmotywowani do dalszej ciężkiej pracy i walki o kolejne punkty zaczniemy w poniedziałek nowy tydzień, który zwieńczymy domowym, niedzielnym spotkaniem z Kingiem Szczecin. Wykorzystajmy atut własnego parkietu i wygrajmy to! Hej Śląsk!