Energa Basket Liga

1965

1970

1977

1979

1980

1981

1987

1991

1992

1993

1994

1996

1998

1999

2000

2001

2002

Przełamanie na trudnym terenie!

Nareszcie! Po serii 4 przegranych z rzędu, koszykarze Śląska Wrocław przełamali niemoc i odnieśli 3. na wyjeździe, a 4. ogółem zwycięstwo w tym sezonie. Ekipa Olivera Vidina przez niemal cały czas nadawała ton spotkaniu z BM Slam Stalą Ostrów Wielkopolski. Wrocławianie rozdali aż 26 asyst, przeważali w niemal każdej statystyce i zasłużenie pokonali ekipę prowadzoną przez Łukasza Majewskiego 100:80.

Przed meczem 11. kolejki do składu WKS-u wrócił Devoe Joseph, zabrakło natomiast chorego na grypę Danny’ego Gibsona. Devoe zastąpił więc w pierwszej piątce Torina Dorna, a uzupełnili ją Kamil Łączyński, Mathieu Wojciechowski, Michał Gabiński i Michael Humphrey.

W pierwszej kwarcie spotkanie było dosyć wyrównane, choć dało się dostrzec lekką przewagę Śląska. Trójkolorowi dobrze weszli w mecz, bronili agresywnie, a w ataku nie bali się brać indywidualnej odpowiedzialności. Dużo energii poskutkowało dobrą grą i już dwoma wsadami gości po alley-oopach na początku meczu. Stal grała raczej na zewnątrz, gdzie straszyli Jay Threatt czy przede wszystkim Filip Dylewicz. Gra i wynik były wyrównane, ale po pierwszej ćwiartce WKS prowadził 23:21, głównie za sprawą świetnie dysponowanego Aleksandra Dziewy (9 pkt i 4/4 z gry w kwarcie).

Pierwsze minuty drugiej części gry ponownie przebiegały pod zmienne dyktando obu drużyn. Ostrowianie złapali oddech za sprawą dobrego wejścia Daniela Szymkiewicza i objęli nawet prowadzenie w meczu. Jednak od stanu 32:30 dla gospodarzy, wrocławianie zaczęli dominować na parkiecie. Na serię 13:0 złożyły się m.in. trójki Maćka Wojciechowskiego i Devoe Josepha i w moment zrobiło się 43:32 dla Śląska. Grę Stali starali się napędzać Jarosław Mokros i Jakub Garbacz, ale mimo przerw na żądanie dla gospodarzy, przyjezdni prowadzili w przerwie 45:37.

Ostrowianie wrócili z szatni bardzo zmotywowani i pełni energii, ale to samo można było powiedzieć o Trójkolorowych, którzy dołożyli do tego więcej wyrachowania. Ostrowianie szukali szybkiego ruchu piłki i często odnajdywali w narożnikach wolne pozycje, co kończyło się zdobyciem punktów. Ilekroć „Stalówka” zbliżała się jednak do WKS-u, ten za każdym razem miał odpowiedź po drugiej stronie parkietu. Kolejne profesorskie zawody rozgrywał Kamil Łączyński, energii dostarczał Maciek Wojciechowski, a pod koszem solidną robotę wykonywali Michael Humphrey i Olek Dziewa. Dzięki swojej konsekwencji w grze Śląsk wygrał również tę kwartę i przed decydującą częścią meczu prowadził 77:64.

Ostatnie 10 minut celną trójką otworzył Devoe Joseph. Wrocławianie dalej wykorzystywali swoje przewagi i kontrolowali mecz, ale Stal zwietrzyła szansę. Wysocy WKS-u zaczęli mieć problemy z faulami, a po akcjach Jaya Threatta i Nikoli Jevtovicia gospodarze zmniejszyli straty do 11 oczek. To było jednak wszystko, na co tego dnia było stać podopiecznych Łukasza Majewskiego. Zaraz po tym, na 3-4 minuty przed zakończeniem meczu, decydujące ciosy zadali Torin Dorn oraz Maciek Wojciechowski, który wykończył pięknego alley-oopa po podaniu od Devoe Josepha. Ten z kolei nie mógł przestać trafiać zza łuku i akcją 3+1 zupełnie pogrążył zespół rywali. W ostatnich minutach na parkiecie oprócz Jakuba Musiała i Tomasza Żeleźniaka pojawili się też Norbert Kulon i Michał Jodłowski, który trafił nawet z półdystansu. Ostatecznie Śląsk odniósł bardzo ważne i przede wszystkim bardzo przekonujące zwycięstwo 100:80!

Statystyki: https://bit.ly/2PoRj23

– Bardzo cieszę się z tego, w jaki sposób nasz zespół podszedł do tego meczu – powiedział na pomeczowej konferencji prasowej Devoe Joseph. – Zrealizowaliśmy nasz plan, nad którym dużo pracowaliśmy przez cały tydzień. Na parkiecie nie byliśmy „nieśmiali”, tylko agresywni i twardzi. To złożyło się na zwycięstwo w trudnym, wyjazdowym meczu. Jestem dumny z chłopaków, bo każdy dołożył cegiełkę do tego zwycięstwa.

– Byliśmy dobrze przygotowani na drużynę z Ostrowa – komentował trener Oliver Vidin. – Odkąd jestem w klubie, pracujemy przede wszystkim nad defensywą. To przyniosło efekt, nawet pomimo tego, że rywal znakomicie rzucał – niemal 50% za 2 i za 3. Stal nie ma w składzie typowych rzucających, więc nie spodziewaliśmy się, że trafią tyle „trójek”. Najważniejsze jednak, że większość z nich nie była z otwartych pozycji. Trzymaliśmy się planu i zagraliśmy naprawdę dobrze. Każdy z zawodników wykonał swoje zdanie, a szczególnie pochwalić muszę starszych graczy. W drużynie było też dużo energii i dobrej atmosfery – to wszystko musiało złożyć się na końcowy sukces.

W piątkowym meczu świetnie zaprezentowała się cała drużyna. Aż 6 graczy zaliczyło dwucyfrową zdobycz punktową – poza 11 punktami aż 13 asyst zanotował Kamil Łączyński. Jak zawsze energetyczny Maciek Wojciechowski miał 18 pkt, 6 zb i 2 ast, tyle samo oczek uzbierał Olek Dziewa, 15 punktów zdobył Devoe Joseph, a 13 Torin Dorn. Warto odnotować też bardzo solidny występ Michaela Humphreya, autora double-double (14 pkt, 10 zb, 2 blk). Stal trafiła 48% zza łuku (13/27) i z gry, a mimo to zagrała z gorszą skutecznością niż Śląsk (51% i 14/27 za 3, 56% z gry). WKS rozdał aż 26 asyst i wygrał zbiórkę 36:22. Wszyscy zaprezentowali się świetnie zarówno indywidualnie, jak i jako drużynowo. Taki WKS chcemy oglądać i mamy nadzieję mieć ku temu okazję jak najczęściej! A najbliższa już w sobotę 14 grudnia, kiedy podejmiemy na własnym parkiecie lidera tabeli – Polski Cukier Toruń. Zadanie będzie piekielnie trudne, ale nadszedł najwyższy czas, by odczarować Orbitę i przy okazji sprawić niespodziankę silniejszemu rywalowi. Bądźcie tam z nami, zróbmy to razem! Hej Śląsk!