Energa Basket Liga

1965

1970

1977

1979

1980

1981

1987

1991

1992

1993

1994

1996

1998

1999

2000

2001

2002

Mnóstwo do poprawy. Zwycięstwo GTK w Orbicie

Orbita pozostaje zaczarowana. Po trudnym spotkaniu i jedynie końcówce, która dawała nadzieje drużynie Śląska, to GTK Gliwice wygrało spotkanie 8. kolejki 81:84. Po tym meczu nasz bilans to 3-5. Porażka boli podwójnie, ponieważ pomimo – mówiąc wprost – słabej gry na przestrzeni spotkania, niewiele zabrakło do zwycięstwa.

Rozpoczęliśmy spotkanie piątką: Kamil Łączyński, Devoe Joseph, Maciej Wojciechowski, Michał Gabiński i Aleksander Dziewa. Obie drużyny zaczęły powoli. Gliwiczanie próbowali atakować kosz z kontry, natomiast Śląsk powoli i konsekwentnie starał się budować każdą akcję, co przychodziło jednak z trudem. Dobrze w spotkanie wszedł środkowy gości Joe Furstinger (4/4 z gry w 1. kwarcie). Dla Trójkolorowych punktowali głównie obwodowi – Devoe Joseph oraz Kamil Łączyński. Po 10 minutach goście mieli lekką przewagę (18:22).

Od początku meczu sporo problemów sprawiało nam krycie rywali bliżej obręczy. Sytuacja nie uległa zmianie w drugiej części gry, gdzie z kolei dał o sobie znać Milivoje Mijović. Gospodarze często uciekali się do trudnych rzutów zza łuku, co skutkowało słabo skutecznością w tym elemencie (27%). Goście przez cały czas utrzymywali swoje prowadzenie, świadomie wykorzystując przewagi swoich zawodników. Nie do upilnowania był rzucający Brandon Tabb. Nam brakowało pomysłu na grę, a GTK konsekwentnie budowało przewagę. W przerwie zawodnicy Pawła Turkiewicza prowadzili dwunastoma punktami (36:48).

Trzecią kwartę z „wysokiego c” rozpoczął Maciej Wojciechowski, który wyszedł z szatni bardzo zmotywowany i dał sygnał do ataku dwoma wsadami. Niestety w dalszym ciągu skuteczność Trójkolorowych wciąż zostawiała wiele do życzenia. Niestety wrocławianie zawodzili również na wprost kosza, trafiając jedynie 13 z 16 rzutów osobistych. Przed decydującą kwartą przegrywaliśmy 55:65.

Na początku decydującej części gry zaliczyliśmy krótki przebłysk – na chwilę udało się uszczelnić obronę i kilka razy zapunktowaliśmy spod kosza. Niestety powróciły błędy w kryciu, a w dodatku przegrywaliśmy większość starć na desce. Goście powiększali swoją przewagę, nawet do 18 punktów na 4 minuty przed końcem meczu. Jeszcze na minutę przed syreną przegrywaliśmy 74:84, ale udało nam się jednak szczęśliwie wrócić do gry dzięki agresywnej obronie na całym boisku i kilku szybszych akcjach w ataku. Na 8 sekund przed końcem GTK prowadziło 84:81, posiadanie było po stronie Śląska. Niestety Kamilowi Łączyński został błyskawicznie podwojony i osaczony, w rezultacie czego nie trafił decydującego o ewentualnej dogrywce rzutu. Gliwiczanie wywożą z Wrocławia 2 punkty.

Statystyki: https://bit.ly/2CUb8IO

– Gratulacje dla GTK za zwycięstwo, ale przede wszystkim za wolę walki, którą prezentowali na boisku. Walczyli na tablicach, walczyli o każdą piłkę na podłodze. Charakter i wola walki – to zadecydowało dzisiaj o zwycięstwie gliwiczan – krótko podsumował spotkanie trener Adamek.

– Nie wpadają nam rzuty w sytuacjach, kiedy jesteś „ty, piłka i kosz”. Przygotowanie mentalne odgrywa tu kluczową rolę. Mamy z nim duże problemy nie tylko w rzutach wolnych, ale generalnie z podejściem do spotkania. Wydawałoby się, że mecze domowe powinny nas elektryzować, powinniśmy buzować energią, a nie zawsze to u nas widać. Nie odbieram jednak nikomu zaangażowania i chęci walki. Sam wiem jak bardzo chciałem wygrać, nie wydaje mi się żeby inni tego nie robili. Powinniśmy jednak być zdecydowanie bardziej skuteczni w naszej hali, szczególnie na linii rzutów wolnych – powiedział w pomeczowym wywiadzie Kamil Łączyński.

Do poprawy mamy bardzo wiele. Potrzeba nam lepszej walki na deskach, ruchu piłki i fizycznej obrony. Od jutra przystępujemy do pracy nad każdym elementem, który tego wymaga. Kolejny mecz będzie bowiem niezwykle trudny – czeka nas wyjazd do Włocławka, gdzie zmierzymy się z aktualnym mistrzem. Obie drużyny mają swoje problemy – mamy nadzieję, że to nam uda się odnieść zwycięstwo w „świętej wojnie”! Hej Śląsk!