Energa Basket Liga

1965

1970

1977

1979

1980

1981

1987

1991

1992

1993

1994

1996

1998

1999

2000

2001

2002

To się nazywa inauguracja!

Kto jeszcze wczoraj powiedziałby, że Śląsk Wrocław w swoim pierwszym od 3 lat meczu w ekstraklasie pewnie pokona HydroTruck Radom, w dodatku rzucając aż 111 punktów? Podopieczni Andrzeja Adamka w świetny sposób zainaugurowali ligowe rozgrywki, pokonując rywali 111:95. Dominowaliśmy przez całe spotkanie i w pełni zasłużenie zgarnęliśmy 2 oczka!

Od początku meczu konsekwentnie budowaliśmy przewagę, wykorzystując nieuwagę obwodowych graczy z Radomia. Trójkolorowi dołożyli do tego aktywną obronę, co dawało okazję do kontr, w których świetnie czuje się Maciek Wojciechowski. Bardzo dobre pierwsze 10 minut zanotował też Kamil Łączyński, który trafił dwie trójki, zaliczył akcję and-one po przechwycie i po kwarcie miał na koncie 11 pkt i 3 ast. WKS prowadził 28:20.

HydroTruck szukał raczej akcji izolacyjnych, mając świadomość swoich przewag pod koszem. Często prowadziło to do akcji and-one, ale co najważniejsze, na każdy błąd po bronionej stronie parkietu, gospodarze mieli odpowiedź pod drugim koszem. Wrocławianie szanowali piłkę, cierpliwie szukali swoich pozycji, dzięki czemu każdy z zawodników pojawiających się na boisku dawał od siebie coś w ataku. Na uwagę zasługiwała selekcja rzutów (6/7 za trzy). Z dobrej strony pokazali się m.in. Andrew Chrabascz czy Michał Gabiński (dwie trójki z rzędu). Do przerwy było aż 59:47 dla WKS-u!

Po powrocie z szatni kontynuowaliśmy znakomitą grę. Dosyć szybko naciągnęliśmy rywali na limit fauli i błyskawicznie powiększyliśmy przewagę do nawet 24 punktów. Rozsądna rotacja trenera Adamka pozwalała każdemu z zawodników po kolei znajdować swój moment w meczu. Przewaga i dominacja Śląska poderwała do głośniejszego dopingu Orbitę. Przed ostatnią kwartą wrocławianie prowadzili już 91:69 i przez ostatnie 10 minut jedynie dopełnili formalności. Śląsk w pełni zdominował rywala w inauguracyjnym meczu Energa Basket Ligi, wygrywając aż 111:95.

– Nie traktowaliśmy utrudnionych przygotowań jako wymówki, ale jako motywację, by dać z siebie jeszcze więcej energii i siły. Dzisiaj poszło nam bardzo dobrze w ataku, ale to był tylko jeden mecz, o którym za trzy miesiące nikt nie będzie pamiętał. Musimy dołożyć do tego dobrą obronę i na niej opierać swoje sukcesy. Wygrana u siebie na początek sezonu to jednak dobra podstawa, która da nam dużo swobody – mówił po meczu Maciek Wojciechowski.

Znakomicie spisała się cała drużyna. Aż 7 zawodników zanotowało dwucyfrową zdobycz punktową! Liderów było wielu: Torin Dorn (17 pkt, 10 zb, 2 prz, 7/10 z gry), Devoe Joseph (18 pkt, 5 ast, 7/10 z gry, 3/5 za 3), Aleksander Dziewa (16 pkt, 4 zb, 3 ast, 8/8 z linii), Mathieu Wojciechowski (15 pkt, 3 zb, 5/6 z linii), Kamil Łączyński (15 pkt, 6 ast, 2 prz, 5/5 z linii), Michał Gabiński (12 pkt, 3 ast), Andrew Chrabascz (10 pkt, 5 zb, 4 ast). Śląsk trafiał ze skutecznością aż 70% z gry, 55% za 3 i 77% za 2, rozdał 25 asyst i trafił 24/27 z linii. Tak dobre ofensywne statystyki oczywiście są też poniekąd pokłosiem słabego krycia gości, Trójkolorowym nie można jednak odebrać nic ze zwycięstwa; mamy to!

– Próbuję dostarczać chłopakom dużo dobrej energii – biegać do ataku, dać impuls w ofensywie. Podobny impuls dał dzisiaj „Łączka”. Nie można powiedzieć, że ktoś się oszczędzał na boisku – były i błędy, i bardzo dobre rzeczy. Każdy może jednak wrócić do domu, spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie, że wykonał kawał dobrej roboty. Od soboty koncentrujemy się już na kolejnym trudnym meczu w Dąbrowie Górniczej. Staramy się zgromadzić jak najwięcej punktów, bo mamy ambicje i nie będziemy patrzeć w dół tabeli, tylko w górę – dodał Maciek.

Mówiąc z przymrużeniem oka, byliśmy co prawda faworytem tego spotkania według bukmacherów, ale trudno było przewidzieć, że po ostatnich nieudanych meczach kontrolnych WKS wejdzie w sezon z takim przytupem. Kontynuujmy to! O kolejne punkty powalczymy już w sobotę (05.10) o 19 w Dąbrowie Górniczej! Hej Śląsk!