Drużyna spisała się na medal. Śląsk pokonał Stal!

Kapitalne widowisko w hali Orbita na korzyść WKS Śląska Wrocław! Trójkolorowi po bardzo wyrównanym meczu pokonali Arged BMSlam Stal Ostrów Wielkopolski 98:97 i wrócili na ścieżkę zwycięstw. Pomimo braku dwóch kluczowych zawodników, wrocławianie byli dziś zespołem lepszym i zasłużenie odnieśli zwycięstwo, umacniając się na podium Energa Basket Ligi. 

Wojskowi rozpoczęli w innym składzie, niż przyzwyczaił nas do tego obecny sezon. Na parkiecie pojawili się bowiem Strahinja Jovanović, Kyle Gibson, Elijah Stewart, Michał Gabiński oraz Aleksander Dziewa. Zabrakło natomiast kontuzjowanych Ivana Ramljaka i Bena McCauley’a. Goście z Ostrowa odpowiedzieli następującą piątką: Trey Kell, Jakub Garbacz, Chris Smith, Mark Ogden i Josip Sobin. W grze Trójkolorowych od początku widać było dużą mobilność i energię, której tak bardzo brakowało w meczu z Treflem Sopot. Wojskowi często switch’owali, próbowali podwajać i pomimo tego, że kończyło się to z różnym skutkiem, to w wielu fragmentach wybijało z rytmu rywali. W ataku z kolei oba zespoły były bardzo skuteczne zza łuku – dla Stali trafiali Garbacz i Smith, a dla Śląska Gibson i Gabiński. Po niespełna czterech minutach goście prowadzili 10:8.

Później świetny fragment zaliczył Garbacz, który ponownie trafił za trzy punkty i powiększył prowadzenie swojego zespołu. W końcowych fragmentach jednak los się odwrócił, a spustoszenie w szykach obronnych ostrowian siali nasi rozgrywający, którzy wbijali się w obronę i albo zdobywali łatwe punkty, albo doprowadzali do fauli. W sumie w pierwszej kwarcie wrocławianie wykonywali aż osiem rzutów wolnych i wykorzystali je ze stuprocentową skutecznością. Ostatecznie pierwsza ćwiartka zakończyła się minimalnym prowadzeniem gości – 26:24.

Drugą kwartę od skutecznego rzutu z półdystansu rozpoczął Aleksander Dziewa, który za niespełna dwa tygodnie wybierze się do Gliwic na zgrupowanie reprezentacji Polski. Celną trójką odpowiedział po raz kolejny w tym meczu Smith, a później mieliśmy krótki okres posuchy punktowej z obu stron. Ta została przerwana przez wrocławian – najpierw Elijah Stewart, a później Strahinja Jovanović i Śląsk po raz pierwszy w meczu wyszedł na prowadzenie (31:30). Koncert Śląska jednak dopiero się zaczynał – najpierw zza łuku ponownie trafił kapitan Michał Gabiński i powiększył prowadzenie swojego zespołu do czterech oczek. Chwilę później Szymon Tomczak kapitalnie zablokował Jamesa Florence’a, a następnie popisał się skuteczną akcją 2+1 i Trójkolorowi prowadzili już 39:32.

Po tej akcji trener gości Igor Milicić poprosił o przerwę, po której obraz gry się zmienił i ostrowianie bardzo szybko dogonili wynik. Świetnie w hali Orbita czuł się Chris Smith, który efektownym wsadem doprowadził do remisu, a kilka chwil później trafił zza łuku, wyprowadzając Stal na prowadzenie 45:44 na minutę przed przerwą. Silny skrzydłowy zespołu z Ostrowa miał na tamten moment już 15 zdobytych punktów. W końcówce jednak to gospodarze zaimponowali skuteczną obroną, a w ostatniej akcji Munja trafił spod kosza i do szatni WKS schodził z prowadzeniem 47:45.

Pierwsza połowa była pełna wzlotów i upadków w wykonaniu obydwu zespołów. W wielu fragmentach Śląsk imponował przede wszystkim dużą mobilnością w obronie, co odbierało możliwość na zdobywanie łatwych punktów ostrowianom. W ataku dominował z kolei Kyle Gibson, który w trudnych momentach trafiał ważne rzuty. Największą bolączką ekipy Olivera Vidina było natomiast upilnowanie Chrisa Smitha, który rzucał ze skutecznością 100% (6/6 z gry, 3/3 za trzy).

Trzecią ćwiartkę rozpoczęliśmy tak, jak zakończyliśmy drugą – dobrą obroną i punktami w szybkiej akcji Aleksandra Dziewy (dwukrotnie) i Jovanovicia, powiększając przewagę do ośmiu punktów (53:45). Goście przez ponad trzy minuty nie potrafili trafić do kosza wrocławian, ci z kolei nie zamierzali się zatrzymywać i po celnej trójce Munji przewaga Śląska wynosiła już jedenaście punktów. Coraz lepiej grał wspomniany wcześniej Dziewa, który w ciągu czterech minut trzeciej kwarty zdobył tyle samo punktów, ile w całej pierwszej połowie (6) i w sumie miał ich już 12.

W kolejnych minutach gra się wyrównała, zza łuku trafił Garbacz, kolejne punkty dorzucił też Smith i przewaga Wojskowych stopniała do siedmiu oczek. Później oba zespoły zaczęły wymieniać się uprzejmościami, trójkę trafił Mateusz Szlachetka, a skuteczną akcją 2+1 popisał się Strahinja. W ekipie gości odpowiadał właściwie tylko Smith, który był nie do zatrzymania dla obrony Trójkolorowych i przed końcem trzeciej kwarty miał na swoim koncie już 23 punkty. Poza jego szarżami, Śląsk wciąż grał z tą samą energią i zaangażowaniem w obronie, co przekładało się na ogromne trudności z wykreowaniem czystej pozycji dla ostrowian. Wojskowi z kolei zakończyli tę ćwiartkę najbardziej spektakularnie, jak to tylko możliwe. Na 2,2 sekundy przed jej końcem z autu zagrywał Kyle Gibson. Rzucił nad kosz, a wbiegający Elijah Stewart z impetem zapakował piłkę do kosza Stali, ustalając wynik po trzeciej kwarcie na 73:64 dla WKS-u.

Ostatnią część gry od celnego rzutu zza łuku rozpoczął Trey Kell, dając jasny sygnał, że goście nie zamierzają odpuszczać. Ich zapędy bardzo szybko jednak ostudził Gibson, który odpowiedział pięknym za nadobne, a później trafiając jeszcze z półdystansu podwyższył prowadzenie gospodarzy – było już 78:67, a Kyle miał na swoim koncie 22 punkty. Później Śląskowi przydarzyła się seria błędów, którą bezlitośnie wykorzystali goście, zdobywając siedem punktów z rzędu. Niemoc Trójkolorowych przełamał Elijah Stewart, który znowu uspokoił grę celnym rzutem zza łuku w najważniejszym momencie i było 84:79. Patrząc na to, jak ogromnie zdeterminowane były obydwa zespoły, czekała nas niesamowicie mocna końcówka.

Na trójkę Garbacza odpowiedział Gibson i na 2:44 przed końcem meczu wrocławianie prowadzili 89:84. Później ci sami zawodnicy wymienili się punktami w stosunku 3:2 i Śląsk miał cztery punkty zaliczki (91:87). Trudniej zrobiło się, kiedy Trey Kell trafił trzecią trójkę z rzędu zespołu z Ostrowa i przewaga wrocławian stopniała do jednego punktu. Chwilę później z przewagi Trójkolorowych nie zostało już nic, bowiem rozgrywający z Ostrowa trafił z półdystansu i było 92:91 dla gości. Wymianę ciosów lepiej zniósł zespół Stali i na 30 sekund przed końcem Oliver Vidin poprosił o czas przy stanie 94:93 dla rywali. Po time-oucie wrocławianie mieli spory problem z wyprowadzeniem akcji, Gibson nie trafił za trzy punkty, ale chwilę później zebrał piłkę i podał do Stewarta, a ten niczym killer z zimną krwią załatwił sprawę i znowu w najważniejszym momencie uratował drużynę – było 96:94. Goście mieli ostatnią szansę i piłkę po swojej stronie, ale Kell ją zmarnował, a po faulu Garbacza Kyle Gibson miał dwa rzuty wolne, których nie omieszkał wykorzystać. Goście trafili jeszcze zza łuku, ale było za późno. Śląsk wygrał to spotkanie 98:97!

– To było dla nas bardzo ważne zwycięstwo, tym bardziej, że nie grało dwóch zawodników, którzy normalnie wychodzą w pierwszej piątce. Dla mnie Ivan jest fundamentalną postacią obrony, ale chłopcy pokazali, że mają odwagę i zagrali bardzo dobry mecz. Gratulacje też dla przeciwników, którzy rzucili nam aż 16 „trójek”, co jest świetnym osiągnięciem w hali Orbita. My po prostu zagraliśmy dzisiaj bardzo dobry mecz, wygraliśmy zbiórki i graliśmy przez całe spotkanie agresywnie, co jest ogromnym wyczynem, bo zrobiliśmy to w ośmiu – mówił na konferencji prasowej Oliver Vidin, szkoleniowiec WKS-u.

Za WKS-em kolejny niezwykle ważny sprawdzian zdany na ocenę celującą. Cieszy przede wszystkim fakt, że pomimo braku Ivana Ramljaka i Bena McCauley’a, a więc dwóch kluczowych zawodników, podopiecznym Olivera Vidina udało się pokonać niesamowicie silną ekipę z Ostrowa. Tak jak powiedział po meczu Aleksander Dziewa – to doda pewności siebie, nie tylko jemu, ale całemu zespołowi. To był mecz, który udowodnił, że WKS Śląsk Wrocław jest prawdziwą drużyną i niezależnie od przeciwności losu zawsze walczy do końca. Czapki z głów za ten występ, panowie. Hej Śląsk!