Energa Basket Liga

1965

1970

1977

1979

1980

1981

1987

1991

1992

1993

1994

1996

1998

1999

2000

2001

2002

Derby dla Górnika. Powrót nie wystarczył

Po pewnym zwycięstwie FutureNet Śląska w pierwszej odsłonie derbów we Wrocławiu, w rundzie rewanżowej wszyscy liczyliśmy na powtórkę i potwierdzenie dominacji na Dolnym Śląsku. Jednak w tym sezonie zawodnicy Radosława Hyżego przegrywają jedynie na wyjeździe, a wiadomo było jak trudnym terenem będzie dla nich Wałbrzych. Goście odrobili w rewanżu 12-punktową stratę, ale mimo wyrównanej końcówki, nie trafili najważniejszych rzutów i przegrali z Górnikami 72:75.

Gospodarze zaczęli od prowadzenia 5:0 i ewidentnie lepiej weszli w spotkanie. Od początku było jednak widać, że będzie to mecz twardej obrony. W jej rezultacie obie drużyny popełniły po kilka strat i rzucały ze słabą skutecznością – w pierwszej kwarcie Górnik trafił 7/23 z gry, z kolei Śląsk – tylko 1/9, a jedynym celnym rzutem była trójka Aleksandra Leńczuka. Po kilkukrotnych wizytach zawodników obu ekip na linii rzutów osobistych, gospodarze prowadzili 18:12.

Na początku drugiej kwarty sygnał do lepszej gry dał trafieniem zza łuku Robert Skibniewski. WKS przełamał się i po kolejnych punktach „Skiby” oraz Szymona Tomczaka i Norberta Kulona, prowadził 26:22. Było to niestety ostatnie prowadzenie Wojskowych do przerwy. W kolejnych minutach dwie trójki trafił Bartłomiej Ratajczak, a stale niebezpieczny pod koszem był Piotr Niedźwiedzki. W odpowiedzi, tuż przed zejściem do szatni Aleksander Dziewa wykończył kontrę efektownym wsadem, czym ustalił wynik na 30:34 dla Górnika. Wynik nie był najgorszy, ale Śląsk trafił tylko 3/16 zza łuku i przegrywał zbiórkę 21:31.

Początek trzeciej części gry okazał się zwiastunem późniejszych trudnych chwil WKS-u. Najpierw czwartym przewinieniem ukarany został Norbert Kulon, następnie dobrą zmianę w drużynie gospodarzy dał Grzegorz Małecki i wałbrzyszanie zaczęli uciekać. Goście mieli problem z przebiciem się przez agresywną pierwszą linię obrony rywali, w efekcie czego oddawali sporo rzutów pod presją. Podczas pierwszych 5 minut trzeciej kwarty z gry trafili tylko trzykrotnie. Gospodarze wykazywali się z kolei sprytem i wiedzieli kiedy zagrać pod faul. Sytuację wrocławian dwoma trójkami ratował Robert Skibniewski, ale po kolejnych ważnych rzutach Ratajczaka i Niedźwiedzkiego, Górnik prowadził 69:59.

Pierwsze punkty w czwartej kwarcie ponownie zdobył Niedźwiedzki i wałbrzyszanie prowadzili już 12 punktami. Od tego momentu FutureNet Śląsk zerwał się do ataku i dzięki imponującej serii 14:2 doprowadził do wyrównania. Najpierw 8 punktów (w tym 2 trójki) zdobył Norbert Kulon, następnie po trafieniu zza łuku dołożyli Tomasz Żeleźniak i Jakub Musiał. W następnych minutach obie drużyny grały kosz za kosz, czas zaczął jednak dobiegać końca. Po dwóch celnych rzutach wolnych Aleksandra Dziewy było 72:72, ale w następnej akcji kryjący Piotra Niedźwiedzkiego Szymon Tomczak popełnił piąte przewinienie i opuścił parkiet. Lider Górnika trafił jednego osobistego, lecz na niecałą minutę przed końcową syreną spudłował Robert Skibniewski. W kolejnym posiadaniu Aleksander Dziewa popełnił piąty faul drużynowy, a dwa rzuty wolne wykorzystał  Jakub Der; Górnik prowadził 75:72. Podopieczni Radosława Hyżego mieli dwie szanse na doprowadzenie do remisu, swoich rzutów nie trafili jednak Aleksander Dziewa i Jakub Musiał. Wrocławianie domagali się jeszcze faulu na Mateuszu Jarmakowiczu, który po ofensywnej zbiórce niemal równo z syreną oddawał z narożnika rzut za 3, nic jednak nie wskórali.

– Nie mam pretensji o końcówkę, ale o to co działo się wcześniej. Pierwszy raz chcę pochwalić zawodnika drużyny przeciwnej, Bartłomieja Ratajczaka, który wnosił dużo energii, walczył na desce, w parterze, o pozycje. Takiego zawodnika nam trochę brakowało. Przy tych 2 tysiącach ludzi rozpoczęliśmy nieco sennie. Od niektórych będę wymagał więcej, bo powtórzyły się niektóre błędy z Tych czy Prudnika. Zawodnicy muszą być stale gotowi mentalnie, by wziąć odpowiedzialność na swoje barki. Podobało mi się jednak jak wróciliśmy, w jaki sposób odpowiedzieliśmy po bardzo słabym początku – skomentował spotkanie Radosław Hyży.

W podkoszowym starciu gwiazd 1. Ligi górą Piotr Niedźwiedzki. Lider Górnika miał 20 pkt i 14 zb, trafił 8/12 rzutów z gry, a Aleksander Dziewa zdobył 12 pkt i zebrał 5 piłek. W drużynie Śląska dwucyfrową zdobycz zaliczyli jeszcze tylko Norbert Kulon (17 pkt, 4 zb, 2 ast, 3/3 za 3, 6/8 z gry) i Robert Skibniewski (16 pkt, 3/8 za 3). Przeważnie groźni na łuku zawodnicy WKS-u nie mogli się tego wieczoru wstrzelić – Jakub Musiał (9 pkt) trafił tylko 1/9 za 3, Aleksander Leńczuk 1/5 a Aleksander Dziewa 0/4.  Poza Niedźwiedzkim, do sukcesu Górnika najbardziej przyczynił się Bartłomiej Ratajczak (15 pkt, 4 zb, 3/4 za 3, 6/8 z gry), który wnosił na parkiet mnóstwo energii i nie zawodził w najważniejszych momentach. Ważnymi postaciami byli też Jakub Der (11 pkt, 3 zb) i Hubert Kruszczyński (9 pkt, 3 zb, 3 ast, 2 prz). Trójkolorowi trafili w tym meczu tylko 10/36 (28%) prób zza łuku. Dokładnie taką samą skuteczność, ale przy mniejszej o połowie ilości rzutów miał Górnik. Skuteczność obu ekip z gry była niewiele lepsza i wyniosła odpowiednio 33% i 37%. WKS przegrał walkę na tablicach 42:46 i rozdał nietypowo mało asyst (10:16). Gospodarze trafili tylko 14 z 24 rzutów osobistych, goście o 4 więcej przy takiej samej ilości prób.

Pełne statystyki: https://bit.ly/2X3M0bt

W XXI wieku Wałbrzych pozostaje dla Śląska niezdobyty. Porażka w derbach zawsze jest bolesna, ale wcale nie jest jeszcze powiedziane, że w tym sezonie nie będziemy mieli okazji do rewanżu. Gorąco na to liczymy, ale póki co wyciągamy wnioski z przegranej i skupiamy się na niedzielnym spotkaniu z Biofarm Basketem Poznań. Czas ponownie obronić swój parkiet i po raz 11. zgarnąć we Wrocławiu komplet punktów. Zapraszamy do hali AWF-u na godzinę 19. Hej Śląsk!